— O właśnie — zawołała, znowu odwracając się do nas. — Gdzie jest Badri i dlaczego nie pracuje tutaj przy sieci? No więc powiem panu, gdzie on jest. — Znowu groźnie uniosła podkładkę. — Lady Schrapnell…

— Chyba go nie wysłała do 1940? — zaniepokoiłem się. Badri był z pochodzenia Pakistańczykiem. Zostałby aresztowany jako japoński szpieg.

— Nie — odparła. — Kazała mu się zawieźć do Londynu, na poszukiwanie jakiegoś zaginionego historyka. I dlatego muszę sama obsługiwać Garderobę i sieć, i jeszcze użerać się z ludźmi, którzy marnują mój czas zadając głupie pytania. — Z trzaskiem odłożyła podkładkę. — Więc jeśli nie macie więcej pytań, muszę obliczyć priorytetowy namiar.

Odwróciła się gwałtownie i zaczęła walić w klawisze. Może raczej nadarchanioł, taki z ogromnymi skrzydłami i setką oczu, jeden z tych, które „straszliwy przedstawiały widok”. Jak one się nazywały? Sarabandy?

— Chyba lepiej pójdę po pana Dunworthy’ego — szepnął do mnie Finch. — Pan niech zostanie tutaj.

Zastosowałem się do polecenia bardziej niż chętnie. Zaczynałem odczuwać senność, o którą wypytywała mnie pielęgniarka w infirmerii, i marzyłem tylko o jednym: żeby usiąść i odpocząć. Znalazłem krzesło daleko od sieci, zdjąłem stos gazowych masek i gaśnic z drugiego krzesła, żeby oprzeć na nim nogi, i wyciągnąłem się wygodnie. Czekając na Fincha, próbowałem przypomnieć sobie nazwę nadarchaniołów, tych „pełnych oczu z przodu i z tyłu”. Zaczynała się na S. Samuraj? Nie, to pasowało do lady Schrapnell. Sylfy? Nie, to były niebiańskie duchy, które fruwały w powietrzu. Wodne duchy zaczynały się na inną literę. Chyba na N. Nemezis? Nie, to znowu łady Schrapnell.

Jak one się nazywały? Hylas napotkał je, kiedy czerpał wodę z sadzawki, i one przywołały go do siebie, oplotły go białymi ramionami, omotały go falującymi kasztanowymi włosami, wciągnęły go w ciemne, głębokie wody…

Widocznie się zdrzemnąłem, bo kiedy otworzyłem oczy, pan Dunworthy stał obok, a techniczka wygrażała mu podkładką.



41 из 539