
— Widelec do ryby leży na lewo od widelca do mięsa i do sałaty — nucił głos z taśmy. — Rozpoznajemy go po spiczastych, ukośnych zębach.
Serafinica podała mi koszulę do przymierzenia. Przez ramię miała przerzuconą wilgotną białą suknię z powłóczystymi rękawami. Przypomniała mi się wodna nimfa wyżymająca suknię na dywan, wizerunek czystego piękna. Zastanowiłem się, czy wodne nimfy używają widelców do ryb i czy lubią wąsatych mężczyzn. Czy Hylas miał wąsy na obrazie Waterhouse’a? Obraz pod tytułem „Hylas i…” i co dalej? Jak one się nazywają? Jakoś na N.
Kolejny zamazany fragment. Pamiętam, jak Finch przynosił jeszcze więcej bagaży, drugi wiklinowy kosz z pokrywą, tym razem okrągły, serafinica wtykała mi coś do kieszeni kamizelki, a potem Finch potrząsał mnie za ramię i pytał, gdzie jest pan Dunworthy.
— Nie ma go tutaj — odpowiedziałem, ale myliłem się. Stał obok okrągłego kosza i pytał Fincha, czego ten się dowiedział.
— Ile poślizgu było przy tym skoku? — zapytał.
— Dziewięć minut — odparł Finch.
— Dziewięć minut? — powtórzył pan Dunworthy, marszcząc brwi. — A przy innych jej skokach?
— Minimalny. Dwie minuty do pół godziny. Skok do odosobnionej części posiadłości, więc nikt nie powinien niczego zauważyć.
— Chyba że akurat ktoś coś zauważy — mruknął pan Dunworthy, wciąż marszcząc brwi. — A co z powrotem?
— Z powrotem? — zdziwił się Finch. — Przy powrotnych przeskokach nie ma poślizgów.
— Zdaję sobie z tego sprawę — powiedział pan Dunworthy — ale to jest wyjątkowa sytuacja.
— Tak, proszę pana — ustąpi! Finch, podszedł do panny Warder, konferował z nią przez chwilę i wrócił. — Nie ma poślizgu przy powrotnych skokach.
