
Pan Dunworthy odetchnął z ulgą.
— Co z Hasselmeyerem? — spytał.
— Przekazałem mu wiadomość.
Drzwi się otwarły i do środka wpadł TJ. Lewis, niosąc cienki plik papierów.
— Przeczytałem dostępne wyniki badań — oznajmił. — Niewiele tego jest. Sprzęt potrzebny do testowania niekongruencji jest strasznie drogi. Służba Czasowa planowała zbudowanie takiego sprzętu za pieniądze z projektu katedry. Większość temporalnych fizyków nie wierzy, że niekongruencje są możliwe. Z wyjątkiem Fudżisakiego.
— Fudżisaki uważa, że są możliwe? Jaką ma teorię?
— Ma dwie teorie. Jedna mówi, że to nie są niekongruencje, tylko zdarzenia i obiekty nieistotne dla kontinuum.
— Jak to możliwe? W chaotycznym systemie każde zdarzenie jest powiązane z każdym innym zdarzeniem.
— Tak, ale system nie jest linearny — oświadczył T.J., zaglądając do papierów — z pędami sprzężenia zwrotnego dodatniego i ujemnego, redundancją i interferencją, dlatego niektóre wydarzenia i obiekty wywierają olbrzymi, zwielokrotniony efekt, a inne przechodzą bez śladu.
— A parachronistyczna niekongruencja to obiekt, którego usunięcie nie powoduje żadnych skutków?
T.J. wyszczerzył zęby.
— Właśnie. Jak powietrze, które historycy przenoszą w płucach, albo — spojrzał na mnie — sadze. Zniknięcie tych rzeczy nie wywołuje żadnych reperkusji w systemie.
— Więc w takim przypadku obiektu nie należy odsyłać do pierwotnej temporalnej lokalizacji? — zapytał pan Dunworthy.
— W takim przypadku prawdopodobnie obiektu nie można odesłać — wyjaśnił T.J. — Kontinuum na to nie pozwoli. Chyba że po odesłaniu również jest nieistotny. Niestety ten rodzaj niekongruencji ogranicza się praktycznie do powietrza i sadzy. Każdy większy przedmiot powoduje znaczące skutki.
Nawet wycieraczki do piór, pomyślałem opierając głowę o ścianę. Kupiłem taką pomarańczową, w kształcie dyni, na Jesiennym Festiwalu Chórów i Zbiórce na Powodzian, a potem zapomniałem o niej i kiedy próbowałem wrócić, sieć się nie otworzyła. Zastanawiałem się sennie, dlaczego przepuściła loda.
