
Kiedy o tym mówiłam, jego brwi wędrowały coraz wyżej.
– Jakie wrażenie zrobił na tobie Spencer?
– Też kupiłabym od niego most Brookliński. Uważałam go za fantastycznego faceta.
– Co myślisz teraz?
– Pytasz, czy jest martwy, czy raczej zaaranżował katastrofę samolotu, żeby zniknąć? Nie wiem.
– A co sądzisz o jego żonie, twojej przyszywanej siostrze?
Na pewno niemiłosiernie się wykrzywiłam.
– Sam, moja mama albo jest absolutnie szczęśliwa z jej ojcem, albo powinna dostać Oscara za najlepszą rolę pierwszoplanową. Wyobraź sobie, nawet lekcje gry na fortepianie biorą w duecie. Żałuj, że nie słyszałeś koncertu, którego musiałam wysłuchać, kiedy spędziłam weekend w Boca w zeszłym miesiącu. Przyznaję się od razu, że nie lubię Lynn. Podejrzewam, że codziennie rano całuje z uwielbieniem własne odbicie w lustrze. Ale z drugiej strony tak naprawdę wcale jej nie znam. Widziałam ją na kolacji dzień przed ślubem mamy, potem na ślubie i jeszcze raz, kiedy przyjechałam do Boca w zeszłym roku. Ona akurat stamtąd wyjeżdżała. Wyświadcz mi przysługę i nie nazywaj jej moją siostrą.
– Zrobione.
Kelnerka przyniosła nam drinki. Sam wychylił swój trunek z prawdziwą przyjemnością i odchrząknął.
– Carley, słyszałem, że ubiegasz się o zatrudnienie w naszej redakcji.
– Zgadza się.
– Co ci się stało?
– Chcę pracować w poważnym czasopiśmie finansowym, a nie tylko prowadzić kącik w dodatku niedzielnym, gdzie wiadomości finansowe są wypełniaczem wśród innych informacji. Zamierzam pisać do „Wall Street Weekly”. Taki sobie postawiłam cel. Skąd wiesz, że złożyłam podanie?
– Pytał o ciebie sam wielki szef, Will Kirby.
– Co mu powiedziałeś?
– Że masz głowę na karku i będziesz ogromnym krokiem naprzód w porównaniu z facetem, który odchodzi.
Pół godziny później Sam wysadził mnie przed domem. Mieszkam na pierwszym piętrze budynku z czerwonego piaskowca przy Wschodniej Trzydziestej Siódmej na Manhattanie.
