
Dłuższą chwilę zastanawiałam się, co powinnam mu powiedzieć. Nigdy się nie afiszowałam z tym, że Lynn Hamilton Spencer jest moją przyszywaną siostrą, a co za tym idzie, Nick Spencer także był w sensie prawnym moją rodziną. Z drugiej strony, ten właśnie fakt powstrzymywał mnie od wygłaszania, zarówno publicznie, jak i prywatnie, jakichkolwiek komentarzy na temat Gen-stone, ponieważ miałam poczucie, że może tu zajść konflikt interesów. Niestety, nie powstrzymało mnie to od kupienia akcji spółki wartych dwadzieścia pięć tysięcy dolarów, ponieważ tamtego wieczora przy kolacji Nicholas Spencer wspomniał, że po szczepionce eliminującej prawdopodobieństwo zachorowania na raka może się pojawić następna, przeciwdziałająca różnym nieprawidłowościom genetycznym.
Moje dziecko zostało ochrzczone w dniu narodzin. Dałam mu na imię Patrick, po ojcu mojej matki. Kupiłam akcje Gen-stone niejako dla uczczenia pamięci synka. Tamtego wieczora, dwa lata temu, Nick powiedział, że im więcej pieniędzy zbiorą, tym szybciej zakończą testy i tym wcześniej szczepionka będzie dostępna dla chorych.
– No, a przy okazji twoje dwadzieścia pięć tysięcy stanie się warte znacznie więcej – dodał.
To były pieniądze na przedpłatę na mieszkanie.
Spojrzałam na Sama i uśmiechnęłam się, nadal rozważając odpowiedź. Zaczynał siwieć. Próżność kazała mu zaczesywać długie pasma włosów na łysiejący czubek czaszki. Zauważyłam już jakiś czas temu, że często rozsuwały się niedyskretnie na boki, ale jako stara przyjaciółka ugryzłam się w język i nie powiedziałam: „Czas się poddać. Przegrałeś batalię o włosy”.
Sam dobiegał siedemdziesiątki, mimo to jego niemowlęco błękitne oczy nadal spoglądały bystro. Miał twarz naiwnego wesołka, ale w jego wypadku pozory myliły. W rzeczywistości był mądry i przebiegły. Zdałam sobie sprawę, że nie byłabym w porządku, gdybym mu nie powiedziała o moich wiotkich powiązaniach ze Spencerami, choć powinnam też jasno podkreślić, że Nicka spotkałam raz w życiu, a Lynn raptem trzy.
