Nie tracił czasu na zbędne uprzejmości.

– Carley, możesz do mnie zajrzeć jutro z rana?

Jasne, pomyślałam.

– Tak, proszę pana.

– Dziesiąta ci odpowiada?

– Jak najbardziej.

– Świetnie. No to, do zobaczenia.

Stuknęła odłożona słuchawka.

Prześwietlało mnie już dwóch ludzi z jego gazety, wobec tego jutrzejsze spotkanie to będzie z całą pewnością wóz albo przewóz. Myślami powędrowałam do szafy. Żakiet, a do niego spodnie – będą lepsze niż spódnica. Ten kostium w szare pasy, który pod koniec zeszłego lata kupiłam na wyprzedaży w Escada, tak, w sam raz. Gorzej, jeśli zrobi się zimno, jak wczoraj, bo będzie za lekki. Wtedy włożę ciemnoniebieski.

Dawno już nie czułam takiej mieszanki lęku i niecierpliwego wyczekiwania. Chociaż chętnie pisywałam do kącika porad finansowych, dawało mi to za mało satysfakcji. Gdyby to była rubryka w codziennej gazecie, to co innego, ale cotygodniowy dodatek, zwykle mocno spóźniony w stosunku do wydarzeń, nie stanowi wielkiego wyzwania dla kogoś, kto opanował podstawy księgowości. I chociaż od czasu do czasu jako wolny strzelec pisywałam do różnych czasopism o ludziach finansjery, ciągle mi było mało.

Zadzwoniłam do Boca. Mama przeprowadziła się po ślubie do Roberta, ponieważ od niego roztaczał się wspaniały widok na ocean, a poza tym jego dom był większy. Tylko jedno mi się w tym wszystkim nie podobało: kiedy wpadałam ją odwiedzić, nocowałam w „pokoju Lynn”.

Co wcale nie oznaczało, że kiedykolwiek tam nocowała. Jeśli zaglądała do ojca, meldowali się z Nickiem w wynajętym apartamencie w Boca Raton Resort. Natomiast dla mnie przeprowadzka mamy oznaczała tyle, że kiedy przyjeżdżałam do niej na weekend, mieszkałam w pokoju, który aż krzyczał, że urządziła go dla siebie Lynn, jeszcze przed ślubem z Nickiem. Spałam w jej łóżku, w jej bladoróżowej pościeli, na jej poduszkach w poszwach obrzeżonych koronką, a po wyjściu spod prysznica owijałam się kosztownym ręcznikiem z jej inicjałami.



24 из 253