
O wiele lepiej sypiało mi się na rozkładanej kanapie w dawnym mieszkaniu. Ważnym plusem nowej sytuacji był oczywiście fakt, że mama była teraz ogromnie szczęśliwa, a i ja szczerze polubiłam Roberta Hamiltona. Mamy wybranek to spokojny sympatyczny mężczyzna, całkowicie pozbawiony choćby śladu arogancji, którą kłuła w oczy jego córka przy naszym pierwszym spotkaniu. Dowiedziałam się od mamy, że Lynn próbowała go wyswatać z jedną z bogatych wdów z Palm Beach, ale okazał brak zainteresowania.
Podniosłam słuchawkę, wcisnęłam jedynkę. Automatyczne wybieranie numeru zrobiło swoje. Odebrał Robert. Oczywiście bardzo się martwił o Lynn, więc z przyjemnością go zapewniłam, że nic jej nie będzie i za kilka dni wyjdzie ze szpitala.
Pomijając fakt, że niepokoił się o córkę, wyraźnie gnębiło go coś jeszcze. Wreszcie zebrał się w sobie:
– Carley, ty znałaś Nicka. Czy twoim zdaniem był oszustem? Boże jedyny, ulokowałem w Gen-stone prawie wszystkie oszczędności! Chyba nie namawiałby własnego teścia do inwestowania w trefny interes?
* * *
Następnego ranka, gdy usiadłam po drugiej stronie biurka Willa Kirby’ego, pierwsze pytanie zwaliło mnie z nóg.
– O ile mi wiadomo, jesteś przybraną siostrą Lynn Spencer?
– To prawda.
– We wczorajszych wiadomościach pokazywali cię przed szpitalem. Szczerze mówiąc, zmartwiłem się, że nie będziesz mogła podjąć się zadania, które chciałbym ci zlecić, ale Sam twierdzi, że nie utrzymujesz z tą kobietą bliskich kontaktów.
– Rzeczywiście. Szczerze mówiąc, byłam mocno zaskoczona, że chciała się ze mną zobaczyć. No, ale faktycznie miała powód. Prosi mnie o udowodnienie, że nie miała nic wspólnego z przekrętami męża.
Powiedziałam mu też, że Spencer namówił ojca Lynn do zainwestowania w Gen-stone lwiej części życiowych oszczędności.
