
– Byłby z niego prawdziwy drań, gdyby naciągał własnego teścia – zgodził się Kirby.
Wreszcie oświadczył, że mnie zatrudnia i że pierwszym moim zadaniem będzie sporządzenie dogłębnej charakterystyki Nicholasa Spencera. Miał okazję zapoznać się z moimi wcześniejszymi artykułami przedstawiającymi sylwetki różnych finansistów, przyznał, że mu się podobały.
– Będziesz pracowała w zespole – oznajmił. – Don Carter jest specjalistą od kwestii finansowych, Ken Page to nasz ekspert medyczny. Ty naszkicujesz tło dotyczące osobowości i spraw prywatnych. A na koniec we troje zrobicie z całości zgrabny tekst. Don właśnie ustala spotkania z prezesem zarządu Gen-stone i kilkoma dyrektorami, powinnaś dotrzymać mu towarzystwa w czasie tych wizyt. – Kirby wskazał leżące na biurku kopie kilku moich artykułów. – Oczywiście nie widzę przeciwwskazań, żebyś robiła także to, co do tej pory. Idź teraz, poznaj Cartera i doktora Page’a, a potem zajrzyj do kadr, powinnaś wypełnić parę druczków.
Koniec spotkania. Sięgnął po słuchawkę, ale kiedy wstawałam, jeszcze się do mnie odezwał.
– Cieszę się, że do nas przystałaś. – Uśmiechnął się lekko. – Zaplanuj sobie podróż do Connecticut, zdaje się, że gdzieś stamtąd pochodził Spencer. Podobało mi się w twoich pracach między innymi to, że rozmawiałaś z mieszkańcami rodzinnych miejscowości ludzi, o których pisałaś.
– Spencer pochodzi z Caspien – odrzekłam. – To niewielka miejscowość pod Bridgeport.
Doskonale pamiętałam opowieści o Nicku Spencerze, pracującym w domowym laboratorium razem z ojcem lekarzem. Miałam nadzieję, że po przyjeździe do Caspien przekonam się, iż przynajmniej to było prawdą. I wtedy właśnie zastanowiłam się, dlaczego nie potrafię uwierzyć w jego śmierć.
Nietrudno było odpowiedzieć na to pytanie. Lynn wydawała się bardziej zainteresowana ratowaniem własnego wizerunku niż losem Nicholasa Spencera i nie sprawiała wrażenia wdowy pogrążonej w żałobie. Albo wiedziała, że jej mąż nie umarł, albo jego śmierć w ogóle jej nie obchodziła. Miałam zamiar dotrzeć do prawdy.
