
Alarmujące nagłówki informujące o zniknięciu Spencera bardzo szybko ustąpiły miejsca sensacyjnemu i zaskakującemu oświadczeniu prezesa zarządu Gen-stone. Oznajmił, że nastąpiły równie niespodziewane jak liczne niepowodzenia w eksperymentach sprawdzających skuteczność szczepionki, w związku z czym nie zostanie ona w najbliższej przyszłości przedstawiona do akceptacji Instytutu Żywności i Leków. Oświadczył także, iż z konta spółki zniknęły dziesiątki milionów dolarów, najwyraźniej zdefraudowanych przez Nicholasa Spencera.
Nazywam się Marcia DeCarlo, ale jestem lepiej znana jako Carley. Nawet teraz, siedząc w odgrodzonym linami sektorze dla mediów na zebraniu akcjonariuszy i obserwując wściekłe, zdumione oraz zrozpaczone twarze dookoła, nadal nie potrafię uwierzyć w to, co usłyszałam. Bo z tego, co powiedziano, wynika, że Nicholas Spencer, dla wielu: Nick, to oszust i złodziej. Cudowna szczepionka była tylko owocem jego wybujałej wyobraźni, chciwości oraz sprytnym chwytem reklamowym. Nicholas Spencer oszukał ludzi, którzy zainwestowali w jego firmę – często oszczędności całego życia albo rodzinne majątki. Oczywiście robili to, mając nadzieję na znaczny wzrost wartości akcji, ale wielu z nich podjęło ryzyko, wierząc, że ich pieniądze pomogą w wynalezieniu cudownego leku. Nie tylko inwestorzy ponieśli straty z powodu upadku firmy; wraz z bankructwem Gen-stone także fundusze emerytalne pracowników spółki – ponad tysiąca osób – straciły jakąkolwiek wartość.
Wszystko to wydawało się po prostu niemożliwe.
Ponieważ ciała Nicholasa Spencera nie odnaleziono, połowa zebranych w audytorium nie uwierzyła w jego śmierć. Druga połowa zaś najchętniej wbiłaby mu w serce drewniany kołek – gdyby tylko znaleziono jego zwłoki.
