
Co potwierdzało wrażenie, jakie ten mężczyzna wywarł na mnie na poniedziałkowym spotkaniu udziałowców. Choć z całą pewnością żył ostatnio w ogromnym napięciu, gdy tłum zaczął go wygwizdywać, zachowywał się dostojnie.
Teraz wstał zza biurka i powitał nas uprzejmym uśmiechem.
Przedstawiliśmy się sobie wzajemnie, po czym Wallingford zaproponował:
– Usiądźmy tam. – Wskazał komplet mebli wypoczynkowych. – Będzie nam wygodniej.
Usadowiłam się na kanapie, Don Carter obok mnie. Ken zajął jeden z foteli, natomiast Wallingford przysiadł na krawędzi drugiego i opierając lekko łokcie o podłokietniki, złączył opuszki palców obu dłoni.
Nasz spec od interesów, Don, podziękował Wallingfordowi za zgodę na spotkanie i zaczął mu zadawać trudne pytania. Chciał między innymi wiedzieć, jak to możliwe, że tak znaczna suma pieniędzy rozpłynęła się w powietrzu, a prezes oraz reszta członków zarządu niczego nie podejrzewali.
Zdaniem Wallingforda rzecz sprowadzała się do tego, że właściciel Garner Pharmaceuticals, firmy, która miała zainwestować w Gen-stone niebagatelną sumę, poczuł się zaniepokojony niepowodzeniami kolejnych badań. Spencer od wielu już lat musiał defraudować wpływy ze spedycji produktów medycznych. Zrozumiawszy, że Instytut Żywności i Leków nie zaaprobuje szczepionki i że nie sposób dłużej ukrywać tych oszustw, postanowił zniknąć.
– I tu najprawdopodobniej wtrącił się przypadek – zakończył Wallingford. – W drodze do Portoryko samolot Nicka uległ katastrofie.
