– Jak pan sądzi, czy Nicholas Spencer zaoferował panu współudział w firmie oraz stanowisko prezesa zarządu z powodu pańskiego bogatego doświadczenia w prowadzeniu spółki, czy też doceniał pańskie umiejętności podejmowania trafnych decyzji? – spytał Don.

– Przypuszczam, że z obu tych powodów.

– Nie wszyscy jednak byli pod wrażeniem pańskich poczynań w rodzinnej firmie, jeśli wolno mi to tak ująć. – Don przeczytał kilka wyjątków z publikacji finansowych, które zdawały się sugerować, iż Wallingford rozłożył rodzinny interes.

Charles Wallingford odparował, że sprzedaż detaliczna mebli spadała stale już od dłuższego czasu, wzrastały natomiast koszty pracy oraz problemy z dostawami i gdyby zwlekał dłużej, spółka z całą pewnością skończyłaby jako bankrut. Wskazał jeden z wycinków w dłoni Cartera.

– Potrafię przytoczyć co najmniej tuzin artykułów napisanych przez tego dziennikarza, na dowód, jaki z niego znawca – oświadczył ironicznie.

Zdawał się nie przejmować implikacją, że mylił się, nadając rodzinnej firmie taki, a nie inny kierunek.

Z własnych poszukiwań w sieci wiedziałam, że ma czterdzieści dziewięć lat, dwóch dorosłych synów, a dziesięć lat temu się rozwiódł. Dopiero kiedy Carter spytał, czy to prawda, że nie jest w najlepszych stosunkach z własnymi dziećmi, zacisnął szczęki.

– Rzeczywiście, z przykrością przyznaję, że jesteśmy poróżnieni – odparł. – I aby zapobiec jakimkolwiek nieporozumieniom, od razu wyjaśnię, na czym rzecz polega. Moi synowie nie życzyli sobie, bym sprzedał rodzinną firmę. Stworzyli sobie nierealne wyobrażenia na temat jej przyszłości. Odradzali mi również inwestowanie w Gen-stone. Jak widać, tym razem, niestety, mieli rację.

Następnie wyjaśnił nam, jak poznał Nicholasa Spencera.

– Wiadomo było ogólnie, że rozglądam się za okazją do dobrej inwestycji. Spółki doradcze sugerowały rozważenie kupna akcji Gen-stone. Poznałem Nicka Spencera, który zrobił na mnie doskonałe wrażenie, co nie było czymś wyjątkowym, jak się państwo zapewne orientują.



34 из 253