10

Connecticut to piękny stan. Akurat kiedy dorastałam, mieszkali tu kuzyni mojego ojca, więc przyjeżdżaliśmy do nich w odwiedziny. Wtedy sądziłam, że wszystkie miejscowości tutaj wyglądają jak ekskluzywne Darien. Tymczasem w Connecticut, jak w każdym innym stanie, są także skromne miasteczka klasy pracującej.

Następnego ranka, gdy dotarłam do Caspien, oddalonego od Bridgeport o jakieś dwadzieścia pięć kilometrów, znalazłam się właśnie w takim miasteczku.

Podróż nie trwała długo, trochę ponad godzinę. Wyjechałam z garażu o dziewiątej, a o dziesiątej dwadzieścia minęłam tablicę z napisem: „Witamy w Caspien”. Tablica była drewniana, ozdobiona wizerunkiem uczestnika wojny o niepodległość, trzymającego muszkiet.

Najpierw pojeździłam trochę po mieście, żeby się z nim zapoznać. Większość budynków wyglądała jak żywcem przeniesiona z Cape Cod, o nieregularnie dodawanych kolejnych piętrach. Pochodziły z połowy lat pięćdziesiątych. Wiele z nich rozbudowano, widziałam wyraźnie, gdzie kolejne pokolenie zastępowało pierwszych właścicieli, weteranów drugiej wojny światowej. W zatoczkach parkingowych i przy bocznych drzwiach często leżały skateboardy, stały rowery. Większość samochodów zaparkowanych na podjazdach stanowiły minivany i przestronne sedany.

Rodzinne miasteczko. Prawie wszystkie domy doskonale utrzymane. Jak w każdym mieście tak i tutaj znajdowały się dzielnice z większymi posesjami i obszerniejszymi budynkami. Na próżno by jednak szukać wystawnych rezydencji. Doszłam do wniosku, że kiedy mieszkańcom Caspien zaczyna się powodzić lepiej, wystawiają tabliczkę z napisem „na sprzedaż” i przeprowadzają się do jakiejś bardziej ekskluzywnej pobliskiej enklawy, na przykład do Greenwich, Westport lub Darien.



46 из 253