Jechałam sobie wolno Main Street przez centrum Caspien. Na przestrzeni czterech przecznic napotkałam pełen przekrój małomiasteczkowych firm: Gap, J. Crew, zastawy stołowe, sklep z meblami, poczta, ładny zakład fryzjerski, lokal sieci pizzerii, kilka restauracji oraz zakład ubezpieczeń. Wjechałam w jedną i drugą boczną ulicę. Na Elm Street znalazłam zakład pogrzebowy i centrum handlowe, składające się z supermarketu, pralni chemicznej, sklepu monopolowego oraz kina. Na Hickory Street dostrzegłam sympatyczną knajpkę, tuż obok piętrowego budynku z tablicą „Caspien Town Journal”.

Odszukałam na mapie Winslow Terrace, ulicę, przy której pod numerem siedemdziesiąt jeden stał rodzinny dom Spencerów. Odchodziła od Main Street, trafiłam bez kłopotu. Dom był obszerny, z gankiem, pochodził zapewne z przełomu wieków. Sama wyrastałam w podobnym. Dostrzegłam tabliczkę z napisem: „Philip Broderick, lekarz”. Ciekawe, czy pan Broderick mieszkał na piętrze, w mieszkaniu, które kiedyś zajmowała rodzina Spencerów.

Nicholas Spencer malował w czasie wywiadów idylliczny obrazek swojego dzieciństwa. „Nie wolno mi było przeszkadzać ojcu, gdy przyjmował pacjentów, ale zawsze miałem błogą świadomość, że znajduje się właściwie na wyciągnięcie ręki”.

Zamierzałam odwiedzić doktora Philipa Brodericka, ale jeszcze nie teraz. Na razie wróciłam do budynku, w którym mieściła się redakcja „Caspien Town Journal”, zaparkowałam przy krawężniku i weszłam do środka.

Siedząca w recepcji kobieta wyjątkowo ciężkiego kalibru była tak pochłonięta czymś, co znalazła w Internecie, że przestraszyła się dźwięku otwierania drzwi. Bardzo szybko jednak odzyskała panowanie nad sobą, z sympatycznym wyrazem twarzy powitała mnie pogodnym „dzień dobry” i zapytała, w czym może mi pomóc. Wielkie szkła bez oprawek powiększały jej jasnoniebieskie oczy.



47 из 253