
– Justin też będzie? – spytała Christine.
Audrey była młodszą siostrą Melanie. Hector i Justin jej braćmi. Justin przyjaźnił się z Christine od chwili, gdy wiele lat temu poznali się na owym pierwszym przyjęciu u Melanie. Przez ostatnie kilka lat małżeństwa Christine był właściwie jedynym jej przyjacielem.
– Oczywiście, że Justin też będzie – odparła Melanie. – Czyż nie jest zawsze obecny i nie spędza więcej czasu u mnie niż gdziekolwiek indziej? Zawsze byłaś w znakomitych stosunkach z moją rodziną. A oprócz niej spodziewamy się dużego grona dostojnych i miłych gości. Zaplanowałam rozliczne ciekawe rozrywki. Musisz przyjechać. Stanowczo nalegam.
– Och, Melanie, naprawdę wolałabym…
– Christine, powinnaś pojechać i trochę się zabawić – wtrąciła matka. – Ciągle jesteś zajęta sprawami innych ludzi.
– Lepiej od razu powiedz „tak” – dodała Eleanor, spoglądając sponad okularów. Nie zdjęła ich po przybyciu gościa, gdyż najwyraźniej nie zamierzała przerywać lektury. – Wiesz, że lady Renable nie ruszy się stąd, dopóki cię nie przekona.
Christine zirytowana zerknęła na siostrę. Ta odwzajemniła się jej wesołym spojrzeniem. Dlaczego nikt nie zapraszał Eleanor na takie towarzyskie spotkania? Ale przecież Christine znała odpowiedź. W wieku trzydziestu czterech lat jej najstarsza siostra bez żalu pogodziła się z nieuniknionym już staropanieństwem i przyjęła na siebie rolę prawej ręki matki. Z rozmysłem wybrała taki los, gdy jej ukochany wiele lat temu zginął na wojnie w Hiszpanii. Od tamtej pory żaden mężczyzna nie zdołał jej skłonić do zmiany zdania, choć kilku próbowało.
– Ma pani rację, panno Thompson – powiedziała Melanie, a pióra nad jej kapturkiem zafalowały. – Otóż zdarzyła się wysoce niepokojąca rzecz. Hector jak zwykle postąpił impulsywnie.
