Hector Magnus, wicehrabia Mowbury, był molem książkowym i odludkiem. Christine nie potrafiła sobie wyobrazić, że mógłby coś zrobić pod wpływem impulsu.

Melanie bębniła palcami po stole.

– Biedaczek, zupełnie nie ma pojęcia, co wypada w towarzystwie – rzuciła. – Miał czelność zaprosić do Schofield Park swego przyjaciela, zapewniając go, że zaproszenie pochodzi ode mnie. I łaskawie poinformował mnie o tym zaledwie dwa dni temu, kiedy było już zdecydowanie za późno, by zaprosić jakąś miłą damę dla wyrównania liczby gości.

Wszystko stało się jasne. Pisemne zaproszenie dla Christine nadeszło wczoraj rano, następnego dnia po tym, jak na horyzoncie lady Renable pojawiło się widmo towarzyskiej katastrofy.

– Musisz przyjechać – powtórzyła Melanie. – Moja droga Christine, po prostu musisz. Byłoby okropne, gdyby na urządzanej przeze mnie imprezie liczba pań i panów nie była równa. Chyba nie życzysz mi czegoś tak strasznego? Zwłaszcza że w twojej mocy jest mnie od takiego niewybaczalnego uchybienia wybawić.

– To rzeczywiście byłby straszny wstyd – zgodziła się matka. – Tym bardziej że Christine nie ma na najbliższe dwa tygodnie zaplanowanych żadnych zajęć.

– Mamo! – zaprotestowała Christine.

Eleanor nadal patrzyła na nią znad okularów z wyrazem rozbawienia w oczach.

Christine westchnęła głośno. Dziewięć lat temu dzięki małżeństwu weszła w wyższe sfery. Wtedy ogromnie ją to ekscytowało. Oprócz tego, że była po uszy zakochana w Oscarze, dodatkowo uszczęśliwiała ją perspektywa obracania się w eleganckim towarzystwie. Przez pierwszych kilka lat wszystko układało się dobrze. I w jej małżeństwie, i w towarzystwie. Potem jednak wszystko się popsuło. Wszystko. Nawet teraz, gdy sobie to przypominała, czuła zdumienie i ból. A sam koniec… Nie chciała o tym myśleć. Nie chciała, by cokolwiek przypominało jej przeszłość. Już nigdy w życiu nie chciała widzieć Hermione i Basila.



6 из 262