
– W nocy niczego nie zauważyłam, a poza tym historie o duchach nigdy nie robiły na mnie wrażenia.
Chłodny powiew strasznego wspomnienia przeleciał przez głowę Ellen. To, co kiedyś przeżyła…
Nie, odrzuciła tę myśl natychmiast.
Pani Sinclair ciągnęła dalej niewzruszona:
– Chciałam, oczywiście, otworzyć te drzwi, ale stolarze mnie powstrzymali. A ponieważ nie ma do nich klucza, zostawiłam wszystko tak jak jest. Nie ma sensu ich wyłamywać. Sama nie jestem dość silna, a nikt nie chciał mi pomóc. Nie zgodzono się nawet na to, żeby je pomalować, więc zajmę się tym osobiście, jeśli starczy mi czasu. Poza tym uważam, że w obecnym stanie podkreślają atmosferę tego miejsca.
Owszem, pani łatwo tak powiedzieć, pomyślała Ellen nie bez złości. Nie musi pani mieszkać całkiem sama w tym wielkim budynku. Rzeczywiście, drzwi wprowadzają szczególną atmosferę, ale jak na mój gust, trochę jej tu za dużo.
I znów odezwało się przykre wspomnienie, którego nigdy nie potrafiła sobie wytłumaczyć.
Że też musiało powracać tak uporczywie akurat teraz, w najmniej odpowiedniej chwili!
Zapadła noc, druga noc, którą Ellen miała spędzić w zajeździe.
Z głową pękającą od zasad rezerwacji pokojów, cen posiłków i napojów i wszelkich rachunków Ellen wsunęła się pod kołdrę ubrana w dopiero co kupioną, nieco może zbyt frywolną koszulę nocną. Ellen nie mogła się powstrzymać od tego zakupu. „Koszula na noc poślubną”, stwierdziła ekspedientka. Dziewczyna starała się więc wyglądać na osobę, która takiej właśnie potrzebuje. Prawdę mówiąc, nie miała nawet sympatii, a co dopiero mówić o narzeczonym. Ale koszulę kupiła, takie cudo nie co dzień widzi się w sklepie. Biała, ozdobiona koronkami i tak romantyczna, że zapierało dech w piersiach.
