Ale trzeba się przecież z czegoś utrzymać, za coś jeść, ubierać się, mieszkać… A na tę szarą rzeczywistość potrzeba pieniędzy.

Zresztą… Doszła w końcu do optymistycznego wniosku, że czas spędzony w zajeździe z pewnością nie pójdzie tak całkiem na marne. Zdobędzie wiele nowych doświadczeń, które pomogą jej budować przyszłość.

Tak bezludnych okolic nigdy jeszcze nie widziała. Autobus godzinami wiózł ją między ścianami olbrzymich świerków, potem wyjechał w wąską dolinę, w której gdzieniegdzie dało się zauważyć zabudowania, i znów zanurzył się w las.

Wreszcie domów zaczęło przybywać, zgrupowały się w niewielką wioskę, a nad brzegiem rzeki leżał prześliczny nieduży zajazd, dobrze utrzymany, pomalowany na biało. Nie był wyższy od parterowego domu, ale miał też pięterko. W jednym skrzydle mieściła się stajnia, w drugim niska kuchnia z mansardowym dachem. Do skrzydła kuchennego przylegał jeszcze jeden piętrowy budynek. Dwa szyldy z identycznym ozdobnym liternictwem – jeden nad niską furtką, a drugi na rogu budowli – obwieszczały, że tu się mieści „Stary Zajazd u Przeprawy. Jadłodajnia i Noclegi”.

Po to, by nikt już nie miał co do tego żadnych wątpliwości.

Pokryta kurzem podróżnym, lecz zachwycona Ellen znalazła za barem kierowniczkę. Przyszła szefowa okazała się urodziwą jeszcze pięćdziesięciolatką o surowym spojrzeniu i wypielęgnowanych blond włosach. Pani Sinclair przyjęła Ellen z chłodną życzliwością i oprowadziła ją po domu.

A Ellen z całych sił starała się ukryć straszliwą niepewność, która jej nie opuszczała.

Wspólnie obejrzały duże, niskie pokoje gościnne z wyłaniającymi się zza starych gobelinów ścianami z grubych bali, przeszły przez dyskretnie zmodernizowaną jadalnię – okazała się za mała i trzeba było ją rozbudować – zajrzały do staroświeckiej kuchni, a potem po wąskich schodach wspięły się na piętro. Od ostrego zapachu farby aż kręciło w nosie.



3 из 177