– Jeszcze nie otworzyliśmy na sezon – wyjaśniła pani Sinclair. – Robotnicy nie zdążyli na czas z remontem. Poprzedni właściciel przy zakładaniu pryszniców i toalet tu na piętrze okazał niebywały brak smaku. Wiem oczywiście, że instalowanie nowoczesnych urządzeń w osiemnastowiecznym domu wymaga wiele trudu, ale tak jak jest po prostu nie może zostać!

Otworzyła drzwi prowadzące do maluteńkiej łazieneczki ze ściętym ukośnie sufitem, ukazując prawdziwą orgię bezguścia: podłogę w krzykliwą szachownicę i niedbale nałożone tapety z grubego plastiku. Na stykach brązowo połyskiwał klej, brzydko odcinając się od chorobliwej, chłodnozielonej barwy tapety. Plastikowa zasłona we wzór w ospałe, zadumane ryby ukrywała prysznic. Wszystkie rury poprowadzono po ścianach, trudno też było wyobrazić sobie brzydsze wyposażenie łazienki.

– Rzeczywiście – wzdrygnęła się Ellen.

– Prawda? To piętro dla gości, którzy nocują tu tylko przejazdem, ale nie mogę ci teraz pokazać pokojów, bo nie da się tędy przejść. Na samym końcu korytarza jest pokój, w którym zamieszkasz, kiedy wszystko zostanie skończone. Tymczasem urządzisz się w drugim budynku, który będzie używany tylko w razie koniecznej potrzeby, kiedy wszystkie pokoje tutaj będą zajęte, bo jest w bardzo złym stanie.

Wróciły do kuchni i przeszły do najstarszej części zajazdu.

– Czeka nas cała masa pracy biurowej – powiedziała pani Sinclair, kiedy wspinały się na kolejne schody. – Dlatego musiałaś przyjechać tak wcześnie, reszta personelu zjawi się dopiero za dziesięć dni, na otwarcie.

– Czy pani tu mieszka? – ostrożnie spytała Ellen.

– Nie, mam swój dom we wsi.

– O – powiedziała tylko Ellen i bała się spytać o coś więcej. Na długim korytarzu z głębokimi wnękami okiennymi grube deski w podłodze przeraźliwie trzeszczały pod stopami.



4 из 177