Pani Sinclair najwyraźniej jednak wyczula lęk dziewczyny.

– Pomieszkasz tu najwyżej przez parę dni – pocieszyła ją. – Nic złego się nie stanie, mażesz pozamykać wszystkie drzwi, żeby ustrzec się ewentualnych niepożądanych wizyt. W tym właśnie budynku pierwotnie mieścił się zajazd. Poprzedni właściciel najwyraźniej w ogóle nie miał zamiaru go wykorzystywać, ale moim zdaniem to niemądrze. Przygotowałam już niektóre pokoje. O, do tego możesz się wprowadzić.

W niskim pokoju nie była ani jednego kąta prostego. Okienka z chropowatymi szybkami wychodziło na drogę. Ellen zauważyła, że zaraz za nim wisi jeden z szyldów.

– Jak tu miło – szepnęła, z podziwem patrząc na staromodną narzutę w różyczki i miedzioryty na ścianach.

Pani Sinclair już była na korytarzu. Ellen wyszła za nią, w drzwiach musiała się pochylić.

– Numer cztery i pięć to pokoje dwuosobowe – wyjaśniała kierowniczka, otwierając i zamykając kolejne drzwi. – Jedenaście i dwanaście dla rodzin z jednym dzieckiem.

Skręciły.

– A to są jedynki, numer sześć i dziewięć. Tutaj jest schowek na szczotki, toalety są na parterze, bardziej nie zdołaliśmy unowocześnić tej części.

– A te drzwi… Dokąd one prowadzą? – spytała Ellen wskazując na niskie, krzywe, nie pomalowane drzwi na końcu korytarza. – To chyba pokój numer osiem?

– Tych drzwi się nie używa – odparła krótko kierowniczka i skierowała się ku schodom.

Zanim Ellen skręciła za róg, zerknęła po raz ostatni na zamknięte drzwi. Każdy milimetr korytarza był starannie wyczyszczony i odmalowany – z wyjątkiem tych drzwi.

Wszystko w tym domu była stare, ale te drzwi sprawiały wrażenie, jakby naprawdę nikt ich nie otwierał przez ostatnie sto lat.

Działo się to za dnia, kiedy zajazd tętnił życiem, zewsząd dobiegały głosy ludzi, robotnicy stukali i pukali, a Ellen z zapałem zapoznawała się z obowiązkami recepcjonistki. Nigdy nie przypuszczała, że może ich być tak wiele, pani Sinclair zaś z trudem ukrywała irytację z powodu jej kompletnej ignorancji w tej dziedzinie.



5 из 177