Ach, ile już klęsk poniosła! Ile pogardy, drwin i pouczeń musiała znieść, kiedy porywał ją zapał i sprowadzał na manowce! Ileż przykrych, mrocznych chwil przeżyła, takich jak teraz!

Ellen chciała tyle z siebie dać, ale wciąż jeszcze była za młoda, by znaleźć właściwą drogę w życiu.

Napłynęły przykre wspomnienia, przywołane smutną piosenką drozda i odwiecznym szemraniem rzeki, a trzaski starego domu przywiodły na myśl upiory niespokojnej przeszłości.

W historii rodziny istniała bowiem ciemna karta, która dręczyła Ellen szczególnie w dzieciństwie. Nigdy co prawda nie łączyła tego ze swym strasznym przeżyciem, u którym nikomu nie powiedziała, ale to miejsce i ta chwila okazały się jakby specjalnie wybrane, by nękać ją takimi właśnie wspomnieniami.

Na szczęście Ellen była przemęczona i nie wierciła się długo w łóżku, wyolbrzymiając dźwięki i snując niemądre fantazje o przeszłości. Zasnęła jak kamień.

Następnego dnia poszła da wioski. Był tam wielki nowoczesny supersam i zwykły mały prowincjonalny sklepik. Wybrała ten drugi, choć może nie powinna była tego robić.

Sklepikarka okazała się nadzwyczaj ciekawską osobą.

– O, widzę, że już się u nas pojawili turyści.

– Nie, ja pracuję w zajeździe. Będę tu przez całe lato.

– Aha, kelnerka?

– Nie, recepcjonistka. Ale Bóg jeden wie, jak to będzie. To chyba trudniejsze, niż sądziłam.

Sklepowa położyła biust na ladzie.

– Mieszkasz we wsi, prawda?

Ellen po raz trzeci musiała odpowiedzieć przecząco.

Nie, w zajeździe. Przyjechałam wczoraj i muszę przyznać, że czuję się tam trochę osamotniona.

Kobieta plasnęła o ladę otwartą dłonią.

– Na litość boską, ta szalona baba pozwoliła zamieszkać takiej młodej dziewczynie samej w tym nawiedzonym domu? Niesłychane!



7 из 177