— Dosyć tego! — wrzasnął. — Doprowadzacie mnie do szału. Co się z wami dzieje? Nie umiecie zachowywać się, jak przystało na ludzi? Wynoście się stąd!

— O, Boże — westchnęła Marie Thorne, przymykając oczy. — On rzeczywiście jest pełen temperamentu. Ed, porozmawiaj z nim.

Do łóżka Blaine’a podszedł tęgi, spocony mężczyzna w średnim wieku.

— Panie Blaine — zapytał z powagą — czy nie uratowaliśmy pana życia?

— Przypuszczam, że tak.

— Chyba orientuje się pan, że nie musieliśmy tego robić. Poświęciliśmy na to wiele czasu, pieniędzy, mieliśmy z tym masę kłopotów. Teraz jest pan z nami. Wszystko, co chcemy w zamian, to nadanie temu, co zrobiliśmy, rozgłosu.

— Rozgłosu?

— Oczywiście. Został pan uratowany przez System Energetyczny Rexa.

Blaine skinął głową. Rozumiał już teraz, dlaczego wszyscy dookoła traktują go w taki sposób. Poświęciwszy mu tyle starań, chcą wyciągnąć jak najwięcej korzyści.

— Rozumiem — powiedział. — Uratowaliście mnie po prostu po to, aby wykorzystać ten fakt w kampanii reklamowej. Czyż nie?

Ed nie wyglądał na uszczęśliwionego jego konkluzją.

— Dlaczego tak pan stawia sprawę? Pańskie życie warte było tego, by je uratować. My zaś prowadziliśmy kampanię reklamową, która potrzebowała jakiegoś mocnego chwytu. Zadbaliśmy o to, żeby i pan odniósł jakieś majątkowe korzyści. Być może nasze motywy nie były czysto altruistyczne, ale czy wolałby pan umrzeć?

Blaine potrząsnął głową.

— Oczywiście, że nie — zgodził się z nim Ed. — Pańskie życie przedstawia dla pana wielką wartość. Lepiej żyć, nawet w innym czasie. Czyż nie? Dlaczego zatem nie okaże pan odrobiny wdzięczności? Dlaczego pan nie zacznie z nami współpracować?



13 из 159