Chwilę później był po prostu martwy.

2

Ocknął się w białym pokoju, leżąc w łóżku.

— Teraz jest żywy — powiedział ktoś.

Blaine otworzył oczy. Obok niego stało dwóch ubranych na biało mężczyzn. Wyglądali na lekarzy. Jeden z nich, niski, starszy mężczyzna, nosił brodę. Drugi, około pięćdziesiątki, miał brzydką twarz o czerwonej skórze.

— Jak się nazywasz? — zapytał sucho starszy.

— Thomas Blaine.

— Ile masz lat?

— Trzydzieści dwa. Ale…

— Stan cywilny?

— Kawaler. Dlaczego…

— Widzisz? — powiedział starszy mężczyzna zwracając się do kolegi. — Żadnych zaburzeń umysłowych.

— Trudno uwierzyć.

— Ależ na pewno. Uraz spowodowany śmiercią jest przeceniany, grubo przeceniany, czego dowiodę w następnej książce.

— Hm… Ale depresja po ponownym urodzeniu…

— Nonsens — przerwał stanowczo starszy mężczyzna. — Blaine, dobrze się czujesz?

— Tak. Ale chciałbym wiedzieć…

— Widzisz? — stary doktor powiedział z tryumfem. Ożywiony i przy zdrowych zmysłach. Teraz podpiszesz raport?

— Podejrzewam, że nie mam wyboru. Obydwaj lekarze wyszli.

Blaine popatrzył za nimi, zastanawiając się nad ich słowami. Do jego łóżka podeszła otyła pielęgniarka w typie matczynym.

— Jak się czujesz?

— Świetnie — odpowiedział. — Chciałbym tylko wiedzieć…

— Przykro mi, lecz lekarz zabronił odpowiadać na pytania. Wypij to, doda ci animuszu. O tak, grzeczny chłopiec. Nie zamartwiaj się, wszystko skończy się dobrze.

To oznacza, że coś jest nie w porządku! Co takiego? Co on tu robi, co się stało?

Wrócił brodaty lekarz. Wraz z nim przyszła jakaś młoda kobieta.

— Czy wszystko z nim w porządku, panie doktorze? zapytała.

— Jest zupełnie zdrów na umyśle. Nazwałbym to dobrze skojarzoną parą.



4 из 159