
— Nie — odpowiedział Lek, wciąż językiem poprzedzającym podjęcie decyzji. — Nie wystarcza.
Wielką pracą Leka i jego pobratymców było zbieranie purpury. Znajdowali ją, choć w znikomych ilościach, w wielu miejscach kosmosu. Powoli budowali z niej ogromny kopiec. Ale czemu miał służyć, tego nie wiedział nikt.
— Pewnie zapytasz go, czym jest purpura? — zainteresował się Ilm, kładąc się pomiędzy dwiema gwiazdami.
— Zgadłeś. Zbyt długo trwamy w niewiedzy. Musimy poznać prawdziwą naturę purpury i jej znaczenie. Musimy się dowiedzieć, dlaczego jest tak ściśle związana z naszym życiem.
Ostatnie zdania Lek wypowiedział już w języku ilgret — języku zapoczątkowania wiedzy.
Ilm i pozostali nie starali się oponować za pomocą języka argumentów. Nie mieli wątpliwości, że wiedza jest ważna. Zawsze, od narodzin czasu, Lek, Ilm i pozostali zbierali purpurę. Teraz przyszła pora na rozwiązanie najważniejszej dla nich tajemnicy wszechświata — czym jest purpura i po co wznoszą z niej kopiec.
Oczywiście mógł to wyjaśnić wyłącznie Mędrzec. Wszyscy słyszeli o Mędrcu, stworzonym przez obcą rasę, która zniknęła dawno temu.
— Zapytasz jeszcze o coś? — zainteresował się Ilm.
— Nie wiem. Może o gwiazdy. Wszystko inne nie jest ważne.
Skoro żyli od początku świata, nie interesowali się śmiercią. A ponieważ ich liczba była niezmienna, nie rozmyślali także o życiu.
Tylko purpura? I kopiec?
— Ruszam! — wykrzyknął Lek narzeczem podjętej decyzji.
— Powodzenia! — życzyli mu bracia językiem wielkiej przyjaźni.
Lek oddalił się, skacząc z gwiazdy na gwiazdę.
Na swej małej planecie spoczywał samotny Mędrzec, czekający na pytających. Od czasu do czasu mruczał sobie odpowiedzi. To był jego przywilej. On wiedział.
