– Więc mnie wyrzuć!

Ale nie wyrzucił jej. Widział ją, jak stoi przyklejona do ściany pracowni Sabiny i wbija sobie igły pod paznokcie. Wziął w swą dłoń jej palce, gładził je, przykładał do ust i całował, jakby były na nich jeszcze ślady krwi.

Od tego momentu wszystko się przeciw niemu sprzysięgło. Prawie każdego dnia dowiadywała się jakiegoś nowego szczegółu o jego tajnym życiu miłosnym.

Z początku wszystkiego się wypierał. Ale kiedy dowody były zbyt oczywiste, zaczynał argumentować, że jego poligamiczne życie miłosne nie pozostaje w żadnej sprzeczności z miłością do niej. Nie był konsekwentny: chwilami wypierał się swych zdrad, chwilami je usprawiedliwiał.

Któregoś razu dzwonił do pewnej kobiety, żeby umówić się z nią na schadzkę. Kończąc rozmowę, usłyszał z sąsiedniego pokoju dziwny dźwięk, jak gdyby ktoś głośno szczękał zębami.

Przypadek sprawił, że przyszła do niego, a on o tym nie wiedział.

Trzymała w ręce buteleczkę ze środkiem uspokajającym, wlewała go sobie w usta, trzęsła jej się ręka i szkło uderzało o zęby.

Rzucił się ku niej, jakby ratował ją przed utonięciem. Buteleczka z walerianą upadła na ziemię i rozlała się na dywan. Broniła się, chciała mu się wyrwać, a on trzymał ją przez kwadrans jak w kaftanie bezpieczeństwa, dopóki jej nie uspokoił.

Wiedział, że znalazł się w sytuacji nie do usprawiedliwienia, ponieważ jest ona oparta na głębokiej nierówności.

Jeszcze zanim odkryła jego korespondencję z Sabiną, byli razem z kilku przyjaciółmi w barze. Świętowali nową pracę Teresy. Opuściła laboratorium i została fotoreporterką w tym samym tygodniku. Ponieważ Tomasz nie lubił tańczyć, zajął się Teresą jego młodszy kolega. Wspaniale wyglądali na parkiecie i Teresa wydawała mu się piękniejsza niż kiedykolwiek. Przyglądał się ze zdziwieniem, z jaką precyzją i posłuszeństwem wyprzedza o ułamek sekundy wolę swego partnera.



12 из 240