
– Mówił, jak znalazł się w tym dole z odpadkami? – Ashcroft zrobił krok do przodu.
Earl skinął głową, że Dombasl ma odpowiedzieć.
– Mówił, że nie pamięta i że musiał się pośliznąć. Faktycznie, kładka jest tam cholernie wąska – dodał z przekonaniem.
– Tylko że konwojenci nie mają tam wstępu… – Earl ponownie przejmował inicjatywę.
– Ten Boone… – zaczął niskim głosem szczupły policjant. – Kiedy wieźliśmy go na posterunek, twierdził, że nie pamięta, co się z nim działo od wyjścia z wozu.
Earl spojrzał na Ashcrofta.
– Wykąpali go, pozwolili się wyspać i dopiero po naszym telefonie przywieźli tutaj.
Ashcroft ruszył do drzwi.
– Niech to podpiszą, idę obejrzeć panie.
Sądząc z grymasu Earla mógł oczekiwać wszystkiego.
W następnej klitce Freddie nawet nie próbował przerwać potoku słów osoby siedzącej za biurkiem.
– Proszę nie zaprzeczać, poruczniku, ten hak symbolizował fallusa. Boone chciał nas wszystkie zgwałcić. Już dawno widziałam, jak przewraca za mną oczami…
Freddie zerknął rozpaczliwie na stojącego obok Ashcrofta, lecz ten położył palec na usta.
– Mówią, że chciał zabić Grazia. Po co? – kobieta plasnęła dłońmi o tęgie uda. – Ja się pytam, po co… To był pretekst, aby wejść do naszej poczekalni. Ale nie dałabym ruszyć dziewcząt – uniosła zwiniętą w kułak pięść. – Najpierw musiałby mnie…
Ashcroit domknął drzwi. Ostatnie spojrzenie Freddie’ego pokazywało, jak bardzo żałuje, że nie ma zatyczek do uszu.
Przy ostatnim boksie napotkał kolejną tęgą, lecz dla odmiany zapłakaną kobietę. Prowadzący ją nie znany mu policjant trzymał w ręku fiolkę pastylek. Na widok Ashcrofta uśmiechnął się zdawkowo.
– Zeznania Grazia, tego rannego rzeźnika, położyłem na pana biurku – wrzucił opakowanie do popielniczki.
– Według mnie Boone zwariował – dodał podając dziewczynie kubek coli z automatu.
Ashcroft mruknął coś i nacisnął klamkę. Pod sufitem, tak jak wszędzie, paliły się cztery białe jarzeniówki. Na jego widok zarówno Lionel, jak i siedząca naprzeciwko szatynka unieśli głowy.
