– Pani jest bardzo rzeczowa – stwierdził Lionel i uśmiechnął się znad biurka.

Kobieta odłożyła trzymaną w ręku kopię zeznań, następnie po starannym obciągnięciu spódnicy założyła nogę na nogę.

– Nikt poza panią Detmers nie wpadł na pomysł, że można się schować w przedsionku prowadzącym do chłodni.

– Gratuluję – wysapał Ashcroft siadając na nie wiadomo przez kogo przyniesionym krześle. – Dużo pani widziała?

– Tak, te drzwi… – zaczął Lionel, lecz kobieta powstrzymała go uniesieniem dłoni.

Jak na swój zawód miała stanowczo za starannie utrzymane palce.

– Te drzwi miały okrągłe okienka – stwierdziła zerkając na swoje zeznania. – Czy pan prowadzi śledztwo?

Ashcroft przyjrzał się swoim paznokciom, potem schował je zaciskając dłonie. Były brudne.

– Tak – odparł. – Dlaczego pani pyta?

Kobieta uniosła wiszący na szyi brelok z zegarkiem.

– Mogę streścić…

Patrząc na Lionela wzruszył ramionami.

– Proszę.

– Stałam w drzwiach do głównej hali… – zawahała się. – Tam, gdzie taśmociąg przesuwa tusze na wagę i sortuje. Wiszą na hakach… Nie mówię za dokładnie?

– Nie – Ashcroft był zajęty czyszczeniem paznokci. – W sam raz.

– Grazia właśnie wczoraj był wagowym. Jak tylko zobaczyłam Boona wchodzącego od rampy, wiedziałam, że coś jest nie tak. Był napięty i… taki dziwny. Odrzuciłam nawet papierosa.

– Wszystko jest… – Lionel bezskutecznie próbował przerwać.

– On zdjął wtedy hak, czasami jadą puste, i walnął Grazia – nachyliła się ku Ashcroftowi. – Chłopak uskoczył, ale dostał w ucho.

Zachichotała, zaraz czerwieniejąc.

– Przepraszam – szepnęła – ale lekarz mówił, że Grazia będzie miał ucho dziurawe na wylot. Można będzie włożyć palec.

Zerknęła niepewnie na Ashcrofta, lecz ten kiwając się na krześle zachęcająco skinął głową.



17 из 195