Dziewczyna mrugnęła okiem do Layne’a i wolno ruszyła w stronę nadchodzącej grupy aktorów.

– Dobrze – odezwał się reżyser, gdy już jej ciasno opięte pośladki zniknęły w tłumie. – Przyjdźcie o piątej do „Palace Hotel”, chociaż nie mam pojęcia, po co wam to wszystko.

Ashcroft pstryknął w rondo kapelusza i odwrócił się ku zagradzającej im drogę ciżbie.

– Na razie – powiedział Layne do Muira.

Ludzie niechętnie rozsuwali się na boki.

Ashcroft obserwował w lustrze twarz widniejącą na tle białych kafelków. Ciągle te zbyt duże usta i za mały nos. Nie przejmował się tym, zdążył się przyzwyczaić. Namacawszy kawałek mydła z przyjemnością spłukał dłonie. Za dużo rąk dzisiaj ściskał, za dużo raportów przeglądał. Cisnął do kosza zwiniętą kulkę papierowego ręcznika i podnosząc palcem kapelusz wyszedł do hotelowego holu. Dopiero po chwili między przechodzącymi ludźmi dostrzegł w kącie brodatą twarz Layne’a. Stał przed naklejonym na marmurowej kolumnie plakatem z uśmiechniętym obliczem Malle’a. Właściwie Malle’a można było się jedynie domyślać. Czerwony zaciek atramentu skutecznie zniszczył zdjęcie. Layne zwrócił w stronę Ashcrofta okrągłe szkła okularów.

– Ten facet nie ma chyba przyjaciół… – stwierdził wymownie.

Ashcroft zerknął na otaczających ich ludzi. Zza kontuaru przyglądał im się portier o twarzy tak samo trójkątnej, jak wiszące za nim breloki kluczy.

– Wiesz już, gdzie jest Muir?

– W salce projekcyjnej – Layne wskazał kierunek podrzutem brody.

Ashcroft zdarł uszkodzone zdjęcie.

– Zawsze znajdzie się jakiś idiota…

Oderwał resztki taśmy, a plakat wrzucił za donicę z palmą.

– Sam mówiłeś o waszym temperamencie…

Ashcroft dotknął koszuli Layne’a.

– Ten człowiek od piętnastu lat jest burmistrzem i jeśli miasto zawdzięcza komuś cokolwiek, to tylko jemu.

Ostatnie słowa Ashcroft wymówił głośniej, niż było to konieczne. Parę osób rzuciło im krótkie spojrzenia, portier zaś wymknął się na zaplecze.



28 из 195