
– No tak, racja. Ale potem wykorzystamy go jako dowód mojej tożsamości.
– Otóż to! Pilnuj tylko, by nie wpadł w szpony Catherine, zanim znajdziemy się na Akershus, bo zrobi się prawdziwe zamieszanie.
Tiril od razu zrozumiała, o co chodzi Móriemu. Gdyby Catherine wystąpiła w szafirach na łabędziej szyi, a matka Tiril rozpoznała naszyjnik, mogłaby pomyśleć, że…
Móri wyrwał ją z zadumy.
– Poprosimy Catherine o radę co do strojów.
– Tak będzie najlepiej. Catherine czasami nam się do czegoś przydaje.
– Rzeczywiście – przyznał niechętnie. – Ale będę się cieszył, kiedy już się z nią rozstaniemy.
– Ja także – cicho powiedziała Tiril. – Nawet przez moment jej nie ufam. Biedny Erling!
– Gdybyś chciała, Erling byłby twój.
– Był taki czas, kiedy „odkryłam” Erlinga – zamyśliła się Tiril.
Z radością zauważyła, że Móri wyraźnie sposępniał.
– W drodze z Bergen do Christianii – przypomniała z uśmiechem. – Pamiętam, dostrzegłam nagle, że jest przystojnym, pociągającym kawalerem, nie tylko narzeczonym Carli. Ale to trwało jedynie parę dni – zakończyła beztrosko. – Erling nie jest w moim typie.
Móri nie śmiał pytać, jaki właściwie jest jej typ.
Muszę poradzić się moich towarzyszy, pomyślał nagłej desperacji. Tiril sama mnie o to prosiła. Spytać, czy wolno nam jest się kochać. Co się stanie, jeśli przekroczymy granicę? Czy pociągnę ją za sobą do milczącego królestwa nocy, do krainy cieni, przez którą muszę wędrować, choć tak jej nienawidzę? Boję się jednak odpowiedzi, lękam się nawet kontaktu z mymi strasznymi towarzyszami.
Ale trzeba się na to zdobyć, dłużej zwlekać się nie da. Tiril i ja igramy z ogniem. Wiem, że gdy następnym razem spocznę w jej ramionach, nie zapanuję nad sobą.
Ona także się nie powstrzyma, ta myśl jeszcze bar- dziej podnieca.
W jego rozważania wdarł się głos Tiril. Pytała, w co powinna się ubrać na bal.
