Westchnął.

– Wyglądałaś tak pięknie tamtego wieczoru w zajeździe – odpowiedział. – Służąca pomogła ci się ubrać, pamiętasz?

– Naprawdę tak uważasz? Dziękuję! Ale ta suknia jest za skromna. Chyba że… Zaczekaj!

Tiril rozważała coś w myślach, a Móri posłusznie czekał. Z nieskrywaną czułością obserwował wyrazistą twarz dziewczyny.

– Mam jeszcze jedną sukienkę – rzekła z wahaniem. – Erling zabrał ją z domu, z Bergen. Nie chciałam jej wkładać, bo należała do Carli. Ale ta suknia byłaby odpowie- dnia na każdy bal, nawet na królewski.

– Wobec tego w nią się ubierz – powiedział Móri cichym, lecz dobitnym głosem, jak zawsze wtedy, gdy chciał kogoś do czegoś nakłonić. Ale wspomnienie ukochanej siostry wciąż pozostawało dla Tiril zbyt bolesne. Po wyrazie jej twarzy poznał, jak musi ze sobą walczyć.

Spróbował jeszcze raz:

– Carlę z pewnością zasmuciłoby, że suknia niszczeje, ponieważ nie chcesz jej nosić. Jestem przeświadczony, ze tobie jedynej pragnęłaby ją przekazać.

Tiril kiwała głowa, jakby chciała sama się przekonać, ale nie zdołała. Wspomnienie Carli wciąż było dla niej święte, lecz sama postać siostry nieco przyblakła, nie była już tak wyrazista. Gdy zdała sobie z tego sprawę, ogarnęły ją wyrzuty sumienia.

– Ale w co ja się ubiorę? – Móri zorientował się, że musi oderwać Tiril od złych myśli. – To o wiele większy kłopot.

– W Tiveden pięknie wyglądałeś bez peleryny, w białej koszuli.

Uśmiechnął się.

– Kochana, wtedy było ciemno. Ta koszula już nie znosi światła dziennego.

– Nie mógłbyś pożyczyć czegoś od Erlinga? Jesteście przecież mniej więcej równego wzrostu.

– On jest trochę wyższy, ale nie zawadzi spytać. – Westchnął niezadowolony. – Wiele bym dał, żeby nie iść na ten bal.

– Ja także. To nie w moim stylu.

Po twarzy Móriego przemknął jeden z jego rzadkich uśmiechów.

– Jesteśmy bardzo do siebie podobni. Ale iść musimy. Ty ze względu na matkę…



7 из 180