
— To straszny pech — mruknął. — Chyba będę musiał tu zostać.
— Chyba tak — przyznałem.
Z żalem popatrzył na swój statek.
— Nie mogę zrozumieć, jak to się mogło stać.
— Może dlatego, że potraktował pan zawór piłą — zasugerowałem i odszedłem. Widać było bowiem wyraźne ślady po cięciu.
Pan Wallace udał, że mnie nie usłyszał. Tego wieczoru podsłuchałem jego raport nadawany przez radio międzygwiezdne, które funkcjonowało idealnie. Jego pracodawcą, co dość ciekawe, nie było żadne Clear-Flo, ale Wywiad Centralny.
Pan Wallace był dobrym farmerem, chociaż większość czasu spędzał węsząc wokół z kamerą i notatnikiem. Jego obecność zmusiła do większych wysiłków młodego Roya. A ja wraz z Mavis przestaliśmy spacerować po mrocznym lesie i wszystko wskazywało na to, że nie znajdziemy okazji, by wrócić na żółtozielone pola i dokończyć nie dopowiedziane zdania.
Za to nasze małe osiedle rozrastało się, bowiem docierali tu i inni goście. Wpadli mężczyzna wraz z żoną z Wywiadu Regionalnego, udając wędrownych zbieraczy owoców. Za nimi pojawiły się dwie fotograficzki, w rzeczywistości reprezentujące Wykonawcze Biuro Informacyjne, a wreszcie młody dziennikarz, który właściwie pracował dla Rady Moralności z Idaho.
Każdemu nawalał zawór sfinksowy, kiedy przychodził czas na opuszczenie planety.
Nie wiedziałem czy powinienem czuć się dumny, czy zawstydzony. Obserwowało mnie pół tuzina szpiegów, ale każdy z nich należał co najmniej do drugiej kategorii w tym fachu. Po kilku tygodniach pobytu na planecie niezmiennie angażowali się w pracę na farmie, zaniedbując wykonywanie swych obowiązków szpiegowskich.
Ich postępowanie wywoływało we mnie refleksje pełne goryczy. Wyobrażałem sobie siebie jako królika doświadczalnego dla nowicjuszy — kogoś, na kim wyostrzą sobie zęby. Byłem podejrzanym, którego oddawano pod nadzór szpiegom zbyt starym lub zbyt młodym, nieskutecznym, roztargnionym albo po prostu niekompetentnym. Postrzegałem siebie jako obiekt zainteresowania przydzielany szpiegom odstawianym na boczny tor, beztalenciom lub czekającym już tylko na emeryturę.
