Młody Roy natychmiast zaopiekował się zwierzętami, które rozmroziłem po wyjęciu z zamrażarki. Mianował się strażnikiem krów i koni, obrońcą kaczek i gęsi, wartownikiem świń i kurcząt. Zajęło go to tak bardzo, że jego raporty kierowane do senatu były coraz rzadsze, aż wreszcie zupełnie przestał je wysyłać.

Naprawdę nie można było spodziewać się niczego więcej po szpiegu w jego wieku.

Najpierw rozstawiłem kopulaste namioty i obsiałem kilka akrów gruntu. Potem wspólnie z Mavis odbywaliśmy długie spacery po ciemnym lesie i otaczających go żółtozielonych polach.

Pewnego dnia zabraliśmy ze sobą lunch i urządziliśmy piknik u stóp niewielkiego wodospadu. Rozpuszczone włosy Mavis spływały na ramiona, a w jej błękitnych oczach jaśniało coś zachwycającego. Zupełnie nie wyglądała na szpiega i wciąż musiałem sobie przypominać o naszych rolach.

— Bill — odezwała się cicho po chwili milczenia.

— Tak?

— Nic.

Dłonią rozczesywała źdźbła traw. Nie wiedziałem, co mają znaczyć te objawy zażenowania. Ale nagle jej dłoń znalazła się w pobliżu mojej. Nasze palce zetknęły się i splotły ze sobą.

Długo milczeliśmy. Nigdy nie byłem tak szczęśliwy.

— Bill?

— Tak?

— Bill, mój drogi, czy kiedykolwiek…

Nigdy się nie dowiem, co zamierzała powiedzieć, ani jak dalej potoczyłaby się rozmowa. W tej właśnie chwili ciszę zakłócił ryk silników. Z nieba opadał statek kosmiczny.


Ed Wallace — jego pilot — był siwowłosym starszym mężczyzną w kapeluszu z wygiętym rondem i w trenczu. Pracował podobno w Clear-Flo i zajmował się oczyszczaniem zasobów wodnych. Ponieważ nie potrzebowałem skorzystać z jego usług, podziękował mi i odszedł.

Ale nie oddalił się na dobre. Silnik jego statku ryknął raz i zapadła przerażająca cisza.

Przejrzałem mechanizm napędowy i stwierdziłem, że rozpadł się zawór sfinksowy. Zrobienie nowego za pomocą podręcznych narzędzi zajęłoby mi miesiąc.



9 из 13