
— Co?
Zmęczona opadła na moją koję.
— Zapewne uznasz mnie za romantyczkę — powiedziała cicho. — Należę do głupców, którzy ciemną nocą recytują sobie poezje i płaczą przed jakimś idiotycznym posążkiem.
Żółte jesienne liście wywołują we mnie drżenie, a rosa na zielonej łące wydaje mi się łzami Ziemi. Mój psychiatra twierdzi, że nie pasuję do otoczenia.
Wyraźnie zmęczona przymknęła oczy. Siedzenie w worku na ziemniaki przez pięćdziesiąt godzin rzeczywiście może być wyczerpujące.
— Realia życia na Ziemi przygnębiały mnie — ciągnęła. — Nie mogłam ich ścierpieć — dyscyplina, niedosyt, zimna wojna, gorąca wojna, wszystko. Chciałam śmiać się na świeżym powietrzu, biegać wśród zielonych pól, spacerować samotnie przez mroczne lasy, śpiewać…
— Ale dlaczego wybrałaś akurat mnie?
— Ty też szukałeś wolności. Jeśli nalegasz, odejdę.
To był dość głupi pomysł, szczególnie tu na statku, gdzieś w głębi kosmosu. A nie miałem wystarczająco dużo paliwa, żeby zawrócić.
— Możesz zostać — rzekłem wreszcie.
— Dziękuję — powiedziała bardzo miękko. — A więc rozumiesz.
— Oczywiście, oczywiście. Najpierw jednak musimy sobie wyjaśnić lalka spraw. Przede wszystkim… — Ale ona już zasnęła na mojej koi, z pełnym nadziei uśmiechem na ustach.
Natychmiast przeszukałem jej torebkę. Znalazłem pięć szminek, puderniczkę, flakonik perfum Venus V, kieszonkowe wydanie poezji i odznakę z napisem „Agent specjalny, FBI”.
Oczywiście podejrzewałem to. Dziewczyny nie mówią o sobie w ten sposób, ale szpiedzy zawsze.
Miło było wiedzieć, że mój rząd wciąż się o mnie troszczy. Dzięki temu kosmos wydawał się mniej obcy.
Statek coraz bardziej zagłębiał się w amerykański sektor. Pracując po piętnaście godzin na dobę zdołałem zachować w przyzwoitym stanie napęd zakrzywiający tor lotu, stos atomowy w miarę chłodny i nawet pouszczelniałem dziury na spawach kadłuba. Mavis O’Day (bo tak nazywała się moja agentka) przygotowywała wszystkie posiłki, zajmowała się utrzymaniem porządku, a przy okazji nafaszerowała cały statek mnóstwem miniaturowych kaset. Szumiały okropnie, ale udawałem, że tego nie zauważam.
