
— On został przeklasyfikowany na podejrzanego 10-F. Wymaga więc pełnej inwigilacji.
— Tak, ale od tego ja tu jestem — krzyknęła dziewczyna.
— W poprzedniej sprawie nie poradziła sobie pani jak należy. Przykro mi, ale bezpieczeństwo jest najważniejsze.
— A więc przysłali ciebie — powiedziała Mavis łkając. — Dwunastoletnie dziecko…
— Za siedem miesięcy będę już miał trzynaście lat.
— Dwunastoletnie dziecko! A ja tak bardzo się starałam! Studiowałam, czytałam książki, chodziłam na wieczorowe kursy, słuchałam wykładów…
— Ciężka sprawa — powiedział chłopiec ze współczuciem. — Ja chcę być doświadczalnym pilotem kosmicznym. W moim wieku to jedyny sposób, żeby wylatać trochę godzin. Sądzi pani, że pozwoli mi kierować tym statkiem?
Wyłączyłem interkom. Wreszcie powinienem czuć się doceniony. Całą dobę obserwowało mnie teraz dwoje szpiegów. To oznaczało, że byłem kimś. Kimś, z kogo nie wolno było spuszczać oczu.
Ale tak naprawdę moi szpiedzy to tylko dziewczyna i dwunastoletni chłopiec. Musieli widocznie sięgać już do głębokich rezerw, skoro przysyłali kogoś takiego.
Mój rząd wciąż mnie upokarzał w typowym dla siebie stylu.
Radziliśmy sobie dobrze kontynuując lot. Młody Roy, jak nazywaliśmy chłopca, przejął pilotowanie statku, a jego piesek siedział czujnie na miejscu drugiego pilota. Mavis nadal gotowała i dbała o porządek. Ja spędzałem czas na uszczelnianiu spawów. Byliśmy niezwykle szczęśliwą grupą składającą się ze szpiegów i podejrzanego.
Wreszcie znaleźliśmy nie zamieszkaną planetę, wyglądem przypominającą Ziemię. Podobała się szczególnie Mavis, bo była niewielka i dość ładna, z zielonymi łąkami i mrocznymi lasami, o jakich czytała w swoich poezjach. Młodemu Royowi podobały się czyste jeziora i góry, akurat odpowiednie do wspinaczki dla takiego młodzieńca jak on.
Wylądowaliśmy i zaczęliśmy się zagospodarowywać.
