– Wujek Na… To znaczy Nataniel! Ty tu jesteś?

Zaraz potem ogarnął go lęk. Nataniel wcale nie wyglądał dobrze. I taki był smutny! Co on robi w szpitalnym łóżku?

– Natanielu! Czy ty mnie słyszysz?

Najwidoczniej byli w pokoju sami.

Wuj poruszył wargami, sprawiał wrażenie zamroczonego.

– Ellen – szepnął. – Zabrali Ellen.

Przestraszony Gabriel próbował unieść się na łokciu, ale w ogóle mu się to nie udawało. Och, znów zaczęła boleć go głowa! I całe ciało, ręce, nogi, plecy.

– Natanielu! – zawołał głośno i wyraźnie. – Jak się czujesz? To ja, Gabriel, także tu jestem.

Wreszcie do Nataniela zaczęło coś docierać. Odwrócił głowę w stronę łóżka chłopca. Wzrok miał jednak zamglony, jakby zrobiono mu odurzający zastrzyk.

– Mały Gabriel – rzekł z czułością. – A jak ty się czujesz?

Przez chwilę zwierzali się sobie ze swego samopoczucia, w końcu Nataniel powiedział:

– Akurat gdy traciłem przytomność, Linde-Lou coś do mnie mówił. Wspomniał o Wielkiej Otchłani.

– Chcesz powiedzieć, że Ellen…?

– Nie potrafię tego zrozumieć, ale pomyśl, jeśli to prawda? Nie, to niemożliwe, niemożliwe!

– Ale jeśli to prawda – odparł Gabriel ze łzami w głosie. – To kto to zrobił? Kto ją tam wciągnął? Czy sam Tengel Zły?

– W każdym razie nie bezpośrednio. Ale ten człowiek, który wszedł do hangaru… Ten, którego nazywają Numerem Jeden. Gabrielu, przeszył mnie dreszcz, kiedy napotkałem jego spojrzenie. To najstraszniejsza z żywych istot, z jaką się kiedykolwiek zetknąłem. A sporo przecież widzieliśmy, zarówno w Górze Demonów, jak i wśród zauszników Tengela Złego, ale to było co innego. Coś gorszego. Dlatego, że on był człowiekiem. Rozumiesz?

– Chyba tak – odparł Gabriel niepewnym głosem.

Nataniel przymknął oczy.



11 из 178