Udała, że święcie wierzy, iż mężczyzna, który przed nią stoi, jest naprawdę sprzedawcą odkurzaczy.

– Poinformowano pana, słyszałam, że jakobyśmy potrzebowali odkurzacza – powiedziała dostojnie, chcąc zyskać na czasie. – To jakieś nieporozumienie, ten, który mamy, działa zupełnie dobrze.

Ale Tengel Zły czasu nie chciał marnować.

– Benedikte – odezwał się z głęboką pogardą, zdejmując okulary. – Nareszcie twarzą w twarz. Z tobą, która tak mi się sprzeciwiłaś w twojej młodości. Gdzie ona się zresztą podziała? Wyglądasz okropnie. Dziedzictwo po mnie ciężko cię dotknęło, ogromnie cieszy mnie ten widok.

Benedikte wyprostowała się z godnością.

– Opuść mój dom! Natychmiast!

– Proszę, proszę! – zaśmiał się Tengel. Podszedł o krok bliżej, wstrętny odór dusił Benedikte w gardle. – Lękasz się o swoje życie, wy wszyscy, nędzni śmiertelnicy, się boicie. Będziesz mogła je ocalić. Jeśli powiesz, kto ci pomógł przy Fergeoset. Kto zniszczył wizerunek mej bogini, który ożywiłem, aby mógł mi teraz służyć? Kim był ten łajdak?

– Nie powiem ci tego.

– A więc zabiję wszystkie dzieci w rodzie.

– I tak to zrobisz.

Stwierdzenie to rozdrażniło Tengela Złego ponad wszelkie granice.

– Daję ci ostatnią szansę ocalenia rodziny. Kto to był?

– Możesz grozić, ile ci się żywnie podoba – powiedziała Benedikte, ale serce krwawiło jej z żalu. Już nigdy nie zobaczy Lipowej Alei. Syna Andre i jego ukochanej Mali, wnuka Rikarda, Vinnie i ich córki.

Ale i tak dane jej było długie życie. Miała już prawie dziewięćdziesiąt lat. Długie, bogate życie.

Gdy Tengel Zły pojął, że groźby nie osiągną skutku, koścista twarz Pera Olava Wingera wykrzywiła się, a z otwartej nagle gardzieli buchnęła w stronę Benedikte szarozielona chmura. Benedikte cofnęła się, miała wrażenie, że ciało jej płonie od nieznośnych oparów, płucom zabrakło powietrza. Osunęła się na podłogę.



13 из 178