
Ale co mogli zrobić? Rozpaczliwe jęki wichrów rozniosły się po ziemi, cichnąc w ostatnim przeciągłym, pełnym skargi wyciu.
– Włączaj silnik! – zawołał Rune. – Szybko! Nie, nie zawracaj! Na północ!
Tova zaczęła się spieszyć. Samochód wyrwał w przód, skakał po szosie jak wystraszona żaba, aż w końcu wpadł w odpowiedni rytm.
Halkatla spojrzała za siebie.
– On zniknął – stwierdziła zdumiona. – Co się z nim stało?
– Najwidoczniej z nami tak im się nie spieszy – odparł Rune niepewnie. – Wiedzą, że i tak trzymają nas w szachu.
On jednak także sprawiał wrażenie zdumionego.
Halkatla obserwowała, co się dzieje za nimi.
– Nadjeżdża jakiś śmieszny malutki samochodzik…
Tova zerknęła w tylne lusterko.
– Motocykl! Boże, to Marco! Ach, jak się cieszę!
– Nie tylko ty – Rune uśmiechał się szeroko.
– O rozkoszy! – westchnęła Halkatla. – Mój ulubieniec!
– Kim jest Marco? – spytał Morahan, kiedy Tova zatrzymała samochód.
– On nie jest prawdziwy – wyjaśniła dziewczyna z rozgwieżdżonymi oczyma. – Zastanawiam się, czy to nie on…
Rune zamyślony pokiwał głową:
– Może nie on, ale ci, co go chronią.
Motocykl zahamował tuż przy nich. Morahan nie mógł oderwać wzroku od Marca. „On nie jest prawdziwy”. Tak, to chyba najlepsze określenie dla tego nieprawdopodobnie urodziwego mężczyzny. Pomimo licznych otarć i sińców na twarzy był bosko piękny.
Wysiedli z samochodu. Mając przy sobie Marca nie bali się niczego!
Przejęta Tova jąkając się opowiedziała o tym, co się przed chwilą zdarzyło. Marco z powagą kiwał głową.
– Tak, to moi przyjaciele zajęli się Numerem Jeden. Okazał się o wiele bardziej niebezpieczny, niż przypuszczaliśmy…
– Ale teraz został wyeliminowany.
– Ależ skąd! Tego się nie da zrobić. Sami widzieliście, Demony Wichru nie potrafiły ruszyć go z miejsca.
– Co więc się z nim stało?
– Umknął przed potężniejszymi mocami. Moi przyjaciele nie pokazali się mu w swej prawdziwej postaci, nie śmieli. Ale wszystkie dwadzieścia to było dla niego zbyt wiele. Lepiej salwować się ucieczką, niż źle fechtować. Ale Demony Wichru spotkał tragiczny los! Tyle nam pomogły…
