
– Nie krzycz – ostrzegł, zasłaniając jej usta dłonią. – Pobudzisz naszych przyjaciół i ściągniesz na nas uwagę innych.
– Nic mnie to nie obchodzi – wysyczała, ale zdołała się uspokoić i Marco ją puścił.
– Droga Tovo, nawet gdybym chciał pomóc ci zmienić twój wygląd, podejrzewam, że i tak bym tego nie potrafił. Wiesz, że nie jestem Bogiem.
Posłała mu spojrzenie mówiące, że akurat w tej kwestii ma swoje zdanie. Potem rzekła lekko i obojętnie:
– Pójdę zastąpić Halkatlę, zanim całkiem zawróci w głowie biednemu Morahanowi. Marco, ona jest niebezpieczna! Co się stanie, jeśli naprawdę postanowi zwabić jakiegoś mężczyznę do łóżka?
– Nie przeszkadzaj jej w tym – uśmiechnął się Marco. – Za sprawą dziedzictwa po Tengelu Złym miała bardzo ciężkie życie. Nie, o Halkatlę wcale się nie martwię.
– Ja też nie, ale ci biedni mężczyźni…
– Ona wie, gdzie są jej granice. Ale dobrze będzie, jeśli wrócisz do samochodu. Potrzebujesz snu.
– Phi! Idziesz ze mną?
– Nie, zostanę tutaj. Chcę porozmawiać z Runem o programie na jutrzejszy dzień. Jak już wspomniałem, mam pewien plan…
Rozstali się, Tova patrzyła na odchodzącego Marca. Jego smukła postać rysowała się na tle nocnego nieba. Z ust dziewczyny wydarł się szloch, suchy szloch beznadziejnej tęsknoty.
ROZDZIAŁ III
Cudownie było wślizgnąć się do samochodu i schronić przed nocnym chłodem. Halkatla chętnie wyszła, bo, jak szepnęła Tovie, kiedy zamieniały się na miejsca: „Nie kopie się leżącego”. Tova ze zrozumieniem pokiwała głową.
Morahan leżał na tylnym siedzeniu, Tova miała więc dla siebie cały przód.
Zdołała już mniej więcej wygodnie się umościć, kiedy usłyszała jego głos:
