
– Kim ona właściwie jest? Chodzi mi o Halkatlę.
Tova drgnęła i z powrotem usiadła.
– Myślałam, że śpisz – powiedziała z wyrzutem. – Halkatla to moja bliźniacza dusza.
– To nie jest odpowiedź.
– Dlaczego chcesz to wiedzieć?
Morahan także usiadł.
– Bo ona… jest taka jakby ulotna. Jakby nie miało się do czynienia z ludzką istotą. Zresztą to nie tylko jej dotyczy – zakończył cicho.
– Wiesz przecież, że nasza rodzina nie jest zwyczajna, prawda?
– O, tak, tyle już zrozumiałem.
– Niech więc ci to wystarczy!
– Uważasz, że tak będzie sprawiedliwie? Jestem wszak waszym towarzyszem podróży.
Tova postanowiła wykorzystać szansę na zmianę tematu.
– Nie powinieneś był z nami jechać, tylko spokojnie i bezpiecznie wsiąść do pociągu.
Potrząsnął głową o ciemnych kręconych włosach. W głosie pojawił się smutek.
– W ten sposób o wiele więcej udało mi się zobaczyć. Nie tylko nadzwyczaj piękne krajobrazy…
– Pewnie przypomniały ci zielone wzgórza Irlandii?
– Nigdy nie widziałem zielonych wzgórz Erinu, tylko sadze Dublinu. Zrozum, jak wiele dla mnie znaczy fakt, że mogę być z wami, oderwać się od swoich myśli. I rzeczywiście, muszę przyznać, że zupełnie się od nich oderwałem – dodał cierpko.
– To jasne – zaśmiała się Tova.
Usiadła zwrócona w jego stronę. Ciasnota wewnątrz samochodu sprzyjała intymności. Tovie się to podobało. Jakby się sobie zwierzali w całkiem szczególny sposób, a w dodatku ciemność ukryła jej brzydotę, orla sama stała się tylko głosem. Było to niezwykle przyjemne uczucie.
– Opowiedz mi, co wiesz o Sandnessjoen – poprosił Morahan.
– Nie wiem o tym nic. Na ten temat jestem skandalicznie nieoświecona.
– Nie odpowiedziałaś na moje pytanie. Dotyczące Halkatli. I Marca, Runego i was wszystkich, całego waszego rodu.
– To długa, zawiła historia – oświadczyła niechętnie. – Poza tym złożyliśmy obietnicę, że cała ta przerażająca walka ze strasznymi mocami będzie skrywana przed zwyczajnymi ludźmi. Najlepiej się stanie, jeśli pozostaną nieświadomi.
