
Zrozumieli, co ma na myśli. Wszyscy troje obdarzeni byli zdolnością przejmowania sygnałów zarówno od swych sprzymierzeńców, jak i wrogów.
– I to, co usłyszałem, zawiodło mnie dalej w dolinę. Nasi przyjaciele nas ostrzegają. Wróg przygotowuje wielki plan.
– Opowiesz nam o tym?
– Ponieważ ty, Marco, potrafisz częściowo ukryć się przed Tengelem Złym, niewiele wiedzą o motocyklu. Nigdy o nim nie wspomnieli. Mają zamiar zaatakować samochód i tym razem postanowili zastosować silniejsze środki niż petardy drobnych gangsterów.
Marco zamyślił się na chwilę.
– Od jakiegoś czasu mam już ułożony plan. Przyszło mi do głowy mniej więcej to samo co tobie, Rune…
Uśmiechnęli się do siebie. Niezwykła była ich zdolność porozumiewania się bez słów. Ale i Halkatli niczego nie brakowało, ona także przejmowała ich sygnały.
– Rozumiem – powiedziała. – Nie warto chyba mówić głośno, ale myślimy o tym samym. Z pewnością obronimy tyły.
Rune i Marco pokiwali głowami.
– Pozwólmy im jeszcze pospać – rzekł Marco.
– Nie ma na to czasu – zaoponował Rune. – Wróg nadciąga. I, niestety, potrzebna nam twoja pomoc, Marco.
– Tovie dodaliśmy już porcję wytrzymałości i siły w napoju, który wypiła w Górze Demonów – przypomniał im Marco. – Ale Morahan jest całkiem nieodporny.
– Możemy mu co nieco dać – stwierdziła Halkatla. – Przynajmniej tyle, aby zdołał dotrzeć do ludzi.
– Do Dombas – pokiwał głową Marco. – Mają tam pewnie lekarza. Chodźcie, nie mamy czasu do stracenia!
Poszli do samochodu.
– Teraz? – zdumiała się Tova, usłyszawszy wiadomość.
– Natychmiast! Jeśli, rzecz jasna, potrafisz prowadzić motocykl.
– Tego ciężkiego potwora? Oszalałeś, nie radzę sobie nawet z motorowerem!
I wtedy Morahan jeszcze raz zdołał ich zaskoczyć:
– Ja mogę jechać motocyklem, jeśli Tova nie będzie się bała usiąść z tyłu.
– Ale ty przecież musisz iść do lekarza, Morahan! – sprzeciwił się Rune. – Podczas tej jazdy śmierć będzie deptała ci po piętach.
