— No dobrze już, dobrze — zgodził się zdenerwowany Tom.

Zatknął nóż i łom za pas, wcisnął do kieszeni worek, który mógł mu się przydać do gromadzenia łupu, i dumnym krokiem wyszedł z domu.

Gdzie jednak miał się udać? Było właśnie popołudnie. Targ, który wydawał się najlepszym miejscem do popełnienia jakiejś kradzieży, zaludniał się dopiero po zapadnięciu zmroku. Tom nie chciał popełniać kradzieży przy dziennym świetle. Wydawało mu się to nieprofesjonalne.

Rozwinął swoje pozwolenie na działalność przestępczą i ponownie przerzucił je wzrokiem. Aha. Wymaga się od niego, by… odwiedzał miejsca o podejrzanej reputacji…

Tak, o to właśnie chodziło! Powinien teraz odwiedzić takie właśnie miejsce. Tam mógłby wymyślić jakiś plan, a przynajmniej wczuć się w nastrój całej sprawy. Niestety jednak, w wiosce nie było zbyt wiele miejsc, wśród których mógłby wybierać. Była tu mała restauracyjka, prowadzona przez owdowiałe siostry Ames, był punkt rozrywkowy Jeffa Herna, a wreszcie tawerna Piwnego Eda.

Tom stwierdził, że powinien pójść właśnie tam.


Knajpa mieściła się w chałupie nie różniącej się właściwie od innych domów we wsi. Wewnątrz znajdował się jeden duży pokój dla gości, kuchnia oraz izba sypialna rodziny Eda. Jego żona gotowała dla gości tawerny i utrzymywała to miejsce w takiej czystości, jak to było możliwe, biorąc pod uwagę jej dolegliwości kręgosłupa. Sam Ed podawał napoje. Był bladym mężczyzną o wiecznie zaspanych oczach, mającym inklinację do martwienia się wszystkim.

— Witaj, Tom! — powiedział, gdy tylko Rybak wszedł do knajpy. — Więc jesteś naszym kryminalistą.

— Zgadza się — odrzekł Tom. — Wezmę na siebie ten ciężar.

Piwny Ed przygotował dla niego bezalkoholowy ekstrakt z korzeni i z wyraźnym niepokojem postawił go przed Tomem.

— No i jak wychodzi ci to twoje złodziejstwo, Tom? — spytał.



11 из 36