
Burmistrz przerwał, żeby złapać oddech.
— Rozumiesz teraz? — ciągnął po chwili. — Cała rzecz bierze w łeb z tego powodu. Inspektor widzi, że nie jesteśmy tak naprawdę podobni do ludzi z Ziemi. Jesteśmy podrobionymi ludźmi, a w gruncie rzeczy jesteśmy obcy!
— Hmm… — zadumał się Tom, który stwierdził wbrew samemu sobie, że jest pod wrażeniem.
— W ten sposób — kontynuował skwapliwie burmistrz — będę mógł odpowiedzieć: „Oczywiście, że mamy przestępczość, dokładnie tak jak na Ziemi. Jest tu u nas pewien gość, będący kombinacją złodzieja i mordercy. Biedny facet odebrał kiepskie wychowanie i jest teraz niedostosowany społecznie. Jednak szef naszej policji ma już pewne poszlaki. Spodziewamy się, że złoczyńca zostanie aresztowany w ciągu najbliższych dwudziestu czterech godzin. Zamkniemy go w więzieniu, a potem zrehabilitujemy”.
— Co to znaczy „zrehabilitować”? — spytał Tom.
— Nie jestem pewien — odrzekł burmistrz. — Będę sobie tym zawracał głowę, kiedy już dojdziemy do tego etapu. Czy teraz zdajesz sobie sprawę, jak niezbędne jest dla nas przestępstwo?
— Sądzę, że tak. Ale dlaczego akurat ja?
— Wszyscy inni są już zajęci. A poza tym masz wąskie oczy; wiadomo, że wszyscy kryminaliści mają oczy jak szparki.
— One nie są aż tak wąskie. Nie są węższe niż na przykład oczy Eda Tkacza…
— Tom, proszę cię — zaapelował burmistrz. — Każdy robi teraz to, co do niego należy. Chcesz nam pomóc, prawda?
— Sądzę, że tak — odparł ze znużeniem Tom.
