
— Na to wygląda.
— A zatem to dla ciebie.
Położyli worek na podłodze i wyjęli z niego siekierę, dwa noże, krótką włócznię, łom i maczugę.
— Co to jest?! — spytał Tom, aż siadając z wrażenia.
— Broń, oczywiście — powiedział z rozdrażnieniem Jed Farmer. — Nie mógłbyś być prawdziwym kryminalistą, nie posiadając broni.
Tom podrapał się w głowę.
— Naprawdę? — spytał.
— Lepiej zacznij sam główkować, do czego służą te rzeczy — kontynuował Farmer niecierpliwym tonem. — Nie spodziewaj się, że zrobimy wszystko za ciebie.
Marv Stolarczyk mrugnął porozumiewawczo do Toma.
— Jed jest rozdrażniony, bo burmistrz zrobił go naszym listonoszem — powiedział.
— Wykonam moją robotę — oznajmił Jed. — Po prostu nie podoba mi się to, że będę musiał napisać te wszystkie listy.
— Niemożliwe, żeby to było aż takie trudne — stwierdził z uśmiechem Marv Stolarczyk. — Na Ziemi listonosze to robią, a przecież mają znacznie więcej ludzi do obsłużenia. Powodzenia, Tom.
Wyszli z chaty.
Tom nachylił się nad bronią i przyjrzał się jej. Wiedział, czym są te przedmioty: stare księgi bez przerwy je wymieniały. Ale na Nowym Delaware właściwie nikt nigdy nie używał broni. Jedyne zwierzęta, żyjące na tej planecie, były to niewielkie, futrzaste, zaprzysiężone zjadacze trawy. A jeśli chodzi o zwracanie broni przeciwko jakiemuś innemu mieszkańcowi wioski, to nikt tutaj nie uświadamiał sobie, po co mianowicie miałby to robić.
Podniósł jeden z noży. Okazało się, że jest zimny. Dotknął jego czubka, który był bardzo ostry.
Tom zaczął niespokojnie przemierzać pomieszczenie, wpatrując się w leżące na podłodze przedmioty. Ich obecność powodowała nieprzyjemne, mdlące uczucie gdzieś w dolnej części jego brzucha. Stwierdził, że zbyt pospiesznie zdecydował się na przyjęcie tej pracy.
Na razie nie miało jednak sensu zadręczanie się tą sprawą. Nie przeczytał przecież jeszcze wszystkich tych książek. Gdy to zrobi, być może będzie w stanie wydobyć z nich jakiś sens.
