Nowo narodzone spoglądało w gwiazdy. Tym razem wszystko będzie inaczej.

CZĘŚĆ PIERWSZA

JEDEN

W chłodni hibernacyjnej nikomu nic się nie śniło. Jeszcze trzy dni temu dopiero przygotowywali się do odlotu, a teraz byli już tutaj. Mały Jefri narzekał, że ominęła go cała akcja, ale Johanna Olsndot cieszyła się, że nie obudzono jej wcześniej. Znała kilku dorosłych z drugiego statku.

Teraz Johanna szybowała pomiędzy stojakami, na których znajdowali się śpiący. Ciepło wylotowe bijące od ochładzaczy sprawiało, iż w ciemnym pomieszczeniu panował piekielny gorąc. Szara pleśń obrastała ściany niczym ogromny strup. Ciasno upakowane pojemniki hibernacyjne ustawiono tak, że jedynie co dziesięć rzędów znajdował się wąski odstęp umożliwiający przejście. Istniały takie miejsca, gdzie tylko jej młodszy brat Jefri miał szansę się dostać. Leżało tam trzysta dziewięcioro dzieci, wszystkie oprócz niej i brata.

Pojemniki hibernacyjne były lekkimi modelami szpitalnymi. Przy właściwej wentylacji i konserwacji mogły pracować przez setki lat, ale… Johanna otarła twarz i spojrzała na odczyt przy jednym z pojemników. Podobnie jak większość z tych, które leżały w wewnętrznych rzędach, ten także znajdował się w kiepskim stanie. Od dwudziestu dni utrzymywał znajdującego się w środku chłopca w bezpiecznym stanie zawieszenia czynności życiowych, lecz jeśli dzieciak pozostanie tam choć dzień dłużej, prawdopodobnie czeka go śmierć. Odpowietrzniki pojemnika były czyste, pomimo to opróżniła je raz jeszcze, aczkolwiek miało to raczej charakter gorączkowej modlitwy o powodzenie niż niezbędnych czynności konserwacyjnych.



10 из 727