Został im tylko człon ładunkowy. Bez skrzydeł, bez antygrawu, bez osłony aerodynamicznej. Człon przypominał stutonowy karton jajek, balansujący na strumieniu gorących spalin bijących z jednej dyszy.

W opisie Mamy sytuacja nie wyglądała tak dramatycznie, aczkolwiek wszystko, co powiedziała, było prawdą. Jej słowa uspokoiły chłopaka na tyle, że chyba zapomniał o niebezpieczeństwie. W Królestwie Straumy, przed ich przeprowadzką do Górnego Laboratorium, była popularną pisarką-archeologiem.

Tata wyłączył silnik i ponownie zaczęli swobodnie opadać w dół. Johanna poczuła falę mdłości. Na ogół nie zdarzało jej się cierpieć na chorobę kosmiczną, ale tym razem było zupełnie inaczej. Obraz lądu i morza w oknie, pokazującym to, co znajdowało się pod nimi, z wolna się powiększał. Widzieli nieliczne chmury rozproszone po całym niebie. Linia wybrzeża stanowiła nieregularny ciąg wysp, cieśnin i małych zatoczek. Brzegi porastały połacie ciemnozielonej roślinności, ciągnące się w stronę dolin, a dalej przechodzące w czarno-szare plamy otulające zbocza gór. Widać było śnieg — który najprawdopodobniej Jefri wziął za lód — leżący w nieregularnych spłachciach. Wszystko wydawało się takie piękne… tyle że za chwilę mogli spaść w sam środek tej cudownej okolicy!

Usłyszała serię metalicznych uderzeń o brzegi członu, w miarę jak ich statkiem rzucało na boki, a dysza główna ustawiała się pionowo. Okno po prawej stronie pokazywało już powierzchnię, na której mieli lądować. Silnik znów został uruchomiony i lecieli z przyspieszeniem grawitacyjnym. Na brzegach wyświetlacza pojawiła się ognista poświata.

— Jejku! — zakrzyknął z przejęciem Jefri. — To tak jakbyśmy zjeżdżali windą cały czas w dół i w dół… — Sto kilometrów w dół zachowując odpowiednią prędkość, aby siły aerodynamiczne nie rozerwały ich na kawałki.



13 из 727