— To na niebie! — wskazywał Jaqueramaphan.

Niewielki błyszczący punkt wisiał nad ich głowami: mała, świetlista strzała. Na próżno Wickwrackrum starał się odszukać w umyśle wspomnienia lub chociażby legendy, które w jakiś sposób pomogłyby mu wyjaśnić to, co widział. Rozproszył się kierując wszystkie oczy na sunącą wolno plamę światła. Boży Chór! To coś musiało znajdować się kilka dobrych mil ponad nimi, a mimo to słyszał dziwny dźwięk bardzo wyraźnie. Spuścił wzrok, a przed przymrużonymi z bólu oczyma zaczęły mu tańczyć różnokolorowe plamy.

— Jest coraz jaśniejsze i głośniejsze! — krzyknął Jaqueramaphan. — Myślę, że spadnie na tamte wzgórza, na wybrzeżu.

Wędrownik zebrał się w ścisłą grupę i puścił się biegiem w kierunku zachodnim, krzycząc coś do pozostałych. Podejdzie najbliżej, jak tylko to będzie możliwe i bezpieczne, i przyjrzy się temu zjawisku. Nie patrzył już więcej w niebo. Obiekt świecił zbyt mocno. Sprawiał, że w środku dnia wszystko wokół rzucało długie cienie!

Przebiegł jeszcze pół mili. Tajemnicza gwiazda wciąż była na niebie. Nie przypominał sobie, aby kiedykolwiek widział gwiazdę spadającą tak wolno, aczkolwiek te największe powodowały straszliwe eksplozje. W rzeczywistości w życiu nie słyszał żadnych opowieści od nikogo, kto byłby tak blisko podobnych zjawisk. Gdy zdał sobie z tego sprawę, nieposkromiona ciekawość nagle gdzieś się ulotniła. Rozejrzał się na wszystkie strony. Po Presforze nie było najmniejszego śladu, Jaqueramaphan kucał obok znajdującego się nieopodal głazu.

A światło było tak mocne, że w miejscach, gdzie nie chroniła go odzież, Wickwrackrum czuł ogromne ciepło.



20 из 727