
Twarz Irovara rozjaśniła się i wyciągnął do Daniela obie ręce.
– Wejdź do środka – zaprosił.
Po czym przegonił wszystkich ciekawskich, którzy natychmiast zajęli się dwoma przewoźnikami.
Jurta była stara i bardzo ładna, znać w niej było kobiecą rękę. Usiedli, a wtedy stary powiedział:
– A zatem Vendel żyje?
– Tak. Jest w domu, w swoim kraju. Ale podróż zajęła mu sześć lat i stracił obie stopy.
Irovar przez chwilę patrzył w ziemię. Potem rzekł:
– Mój syn i córka potraktowali go bardzo źle. To był wspaniały człowiek. Za dobry dla Sinsiew.
Daniel zaczął ostrożnie:
– Myśli Vendela przez cały czas krążą wokół dziecka, którego Sinsiew oczekiwała. Bardzo się o nie martwi, naprawdę nie zaznał spokoju przez te wszystkie lata. Dlatego teraz ja przyjechałem. Ale nie przybywam wprost z domu, udało mi się uciec z jednej z niezliczonych wojen, jakie wstrząsają światem poza granicami waszej spokojnej krainy. Tak że Vendel nic nie wiedział o mojej podróży. W przeciwnym razie przysłałby prezenty dla córki. Prezenty i mnóstwo pieniędzy.
– Wiem, że chciałby to zrobić – odparł Irovar. – Ale Shira ma się dobrze i niczego jej nie brakuje. Ucieszy się na pewno ze spotkania z tobą. Ona także wiele myślała o swoim ojcu.
– Słyszałem, że Shira jest sierotą?
– Mieszka tu ze mną. Ale teraz jest poza osadą, wraz z innymi zbiera drewno na opał. Niedługo powinni wrócić do domu.
– Może mógłbym wyjść jej naprzeciw?
– Zrób tak! Ale potem tutaj wróć! Uczyń mojemu domowi ten zaszczyt i mieszkaj u nas przez cały czas swojej wizyty, która, mam nadzieję, będzie długa.
– Dziękuję! Będę musiał wracać statkiem łowców fok. Mam bowiem także inne zadanie do wypełnienia, ale o tym porozmawiamy później. Jak Shira wygląda?
– Gdy tylko ją zobaczysz, od razu będziesz wiedział, że to ona.
Ona musi być blondynką, myślał Daniel, wychodząc z jurty. Delikatna zmiana światła dziennego uświadomiła mu, że już jest wieczór. Jasny wieczór polarnego lata, kiedy słońce nie zachodzi przez całą dobę. Pośrodku osady płonęło ogromne ognisko, udał się więc w tamtą stronę.
