
Wokół ogniska zgromadziło się wiele młodych ludzi. Prawdopodobnie wszyscy oni chodzili zbierać drewno. W którymś momencie Daniel drgnął, bo już mu się wydawało, że widzi Shirę. Była to wysoka, prosta dziewczyna o długich, czarnych warkoczach i oczach jak małe, ciemne leśne jeziorka, które szukały jego wzroku ze szczerym zaciekawieniem. Ale dokładnie w chwili, gdy Daniel chciał coś do niej powiedzieć, ktoś z gromady wykrzyknął jakieś obce imię i dziewczyna natychmiast się odwróciła. A więc to nie Shira.
Przy ognisku stało wielu młodych chłopców. Z krzykami i śmiechem rywalizowali, który odważy się podejść najbliżej ognia. Daniel uśmiechał się do nich, a oni chętnie zrobili mu miejsce; przyglądali mu się z nieukrywaną ciekawością i nawet trochę chichotali. Nie miał im jednak tego za złe, z opowiadań Vendela wiedział, że ich chichoty nigdy nie wynikają ze złośliwości.
Nagle drgnął i spojrzał w ognisko. Zdawało mu się, że właśnie… ktoś stanął po tamtej stronie ognia. Dziewczyna. Ale natychmiast zniknęła. Po chwili ukazała się znowu.
Daniel ledwie był w stanie oddychać. Dopiero co widział postać, która zdawała się zlewać w jedno z ogniem i z niebem, która pojawiała się i znikała jak roztańczone płomienie. Stała sama i całkowicie bez ruchu po drugiej stronie ogniska, przerażająco blisko ognia, i zamyślona wpatrywała się w ciemnoczerwone płomienie pełzające po ziemi. Daniel nie mógł pojąć, jakim sposobem ktoś może stać tak blisko ognia i nie poparzyć się. Nagle dziewczyna podniosła wzrok i ich spojrzenia się spotkały. Miała duże poważne oczy tego samego koloru co morze…
Płomienie ponownie strzeliły w górę i postać zniknęła, by w następnej sekundzie pojawić się znowu na tle wieczornego nieba ze wzrokiem utkwionym w palenisko, gdzie pnie brzóz żarzyły się i przemieniały w popiół. Krucha, eteryczna istota o rozmarzonych skośnych oczach, przypominająca elfa, nierzeczywista.
