
– Wcześnie wczoraj wieczorem zasnął nasz gość – powiedziała Shira z lekkim uśmiechem. – A ma nam tyle do opowiedzenia.
– Tak to jest, kiedy organizm przez długi czas pozostaje w napięciu – odparł Irovar. – Lubisz go?
We wzroku Shiry pojawił się wyraz wahania.
– Lubię. Czy on jest podobny do mojego ojca?
– Nie całkiem. Twój ojciec miał włosy jak złoto. I był chyba bardziej pogodny, miał łatwiejszy charakter. Ale poza tym od razu widać, że pochodzą z jednego rodu.
– On wygląda na godnego zaufania. I sympatycznego.
– Tak. Ja też tak sądzę.
Shira znowu jakby się zawahała. Swoimi pięknymi rękami zaczęła zbierać rybackie przybory i po chwili obie dłonie miała brudne i czerwone od krwi.
– My jesteśmy w jakiś sposób do siebie podobni.
Jesteśmy chronieni…
– Co chcesz przez to powiedzieć?
– Nie wiem. Wydaje mi się, że ten człowiek ma coś, co go chroni. Tak jak mnie. Chociaż nie wiem, co to jest. Dziadku, dlaczego ja nie jestem taka jak inni? Tak bym chciała.
Irovar, który dotychczas słuchał jej jednym uchem ocknął się na te słowa.
– Co za głupstwa – powiedział, ale głos mu drżał. – Przecież jesteś taka jak inni!
– Nie, to oczywiste, że nie jestem. Moje przyjaciółki powychodziły za mąż, a ja wciąż jestem sama. Ja wiem, że chłopak i dziewczyna mogą się nawzajem lubić dużo bardziej, niż ja lubię moich przyjaciół. Ale ja nigdy nie odczuwam nic szczególnego, a zresztą mnie też nikt tak specjalnie nie lubi.
– Jesteś jeszcze młoda – mruknął Irovar, starając się, by jego słowa brzmiały przekonująco. – Przyjdzie i twój czas, możesz być pewna.
Miał nadzieję, że wnuczka nie zauważy, jak bardzo zdławiony jest jego głos. Dopływali do brzegu i Irovar starał się udawać, że jego zdenerwowanie wynika z lęku o to, czy uda im się bezpiecznie wylądować. Shira wyskoczyła na brzeg.
