— Stawki jak zawsze? — upewnił się, tasując karty. — Dycha, dwie, trzy?

Kiwnęli głowami i Ed zaczął rozdawać. Ale wcale nie przestał mówić.

— Tłumaczyłem temu biedakowi — wyjaśnił im głosem, który chyba słyszał pilot w hermetycznej kabinie — że z handlu nieruchomościami masz przynajmniej jeden pożytek: nie dostaniesz zawału. Żona cały czas mnie zanudza, żebym znalazł sobie lepszą pracę. „Tak mi wstyd — mówi — że w moim wieku mam tylko dwójkę dzieci. Stewart Raley jest dziesięć lat od ciebie młodszy, a Marion niedawno urodziła już czwarte. Gdybyś choć w połowie był mężczyzną, też byś się wstydził. Gdybyś był mężczyzną, to byś coś z tym zrobił”. I wiecie, co ja jej na to? „Sheila — mówię — powiedz od razu, że masz ochotę na 36A”.

Bruce Robertson spojrzał na niego zdumiony.

— 36A?

— Prawda, ty jesteś szczęśliwym kawalerem! — parsknął śmiechem Ed Greene. — Poczekaj, aż się ożenisz. Wtedy zobaczysz, co to znaczy 36A. Będziesz myślał o tym przy jedzeniu, przy piciu i w czasie snu.

— Druczek 36A — wyjaśnił Bruce’owi Frank Tyler, zgarniając jednocześnie pulę — wypełnia się, kiedy składasz do BPR podanie o następne dziecko.

— Aha, rozumiem. Po prostu nie wiedziałem, że to ma taki numer. Ale czekaj, Ed. Przecież sytuacja finansowa to tylko jeden z czynników. Biuro Planowania Rodziny bierze jeszcze pod uwagę zdrowie rodziców, obciążenia dziedziczne, środowisko domowe…

— A nie mówiłem! — szydził Ed. — Kawaler! Kompletnie zielony, bezdzietny kawaler! Bruce Robertson posiniał.

— Niedługo się ożenię, panie Ed Greene — rzekł przez zaciśnięte zęby. — A wtedy będę miał więcej dzieci niż ty kiedykolwiek…

— Masz rację, że sytuacja finansowa to tylko jeden z czynników — pospiesznie wtrącił Frank Tyler, chcąc załagodzić sprawę. — Ale za to najważniejszy, a jeśli w rodzinie już jest kilkoro dzieci, właśnie na to BPR zwraca uwagę przede wszystkim, zanim podejmie decyzję.



3 из 17