Musi. Co do tego nie miał wątpliwości. Musi, i to jeszcze dziś.

— … tak jakbym w ogóle wierzyła w to, co mówi Sheila. — Marion plotkowała bez przerwy. — Więc jej powiedziałam, że Connie Tyler nie jest taka i że nie ma o czym mówić. Pamiętasz, kochanie, jak w ubiegłym miesiącu Connie odwiedziła mnie w szpitalu? No, oczywiście, wiedziałam, co sobie myśli. Patrzyła na naszego Mike’a i w duchu powtarzała sobie, że gdyby to Frank, a nie ty, został szefem wydziału Ganimedesa i dostał dwutysięczną podwyżkę, to ona miałaby czwarte dziecko, a ja bym ją odwiedzała. Wiedziałam, co sobie myśli, bo na jej miejscu robiłabym dokładnie to samo. Ale kiedy powiedziała, że Mike to najśliczniejszy i najzdrowszy bobas, jakiego w życiu widziała, mówiła szczerze. I kiedy życzyła mi pięknego dziecka w przyszłym roku, nie mówiła wyłącznie przez grzeczność: naprawdę tak myślała!

„Piąte dziecko — pomyślał gorzko Stewart Raley. — Piąte!”

— … w takim razie sam zdecyduj. Co mam zrobić z Sheilą, jeśli jutro przyjdzie z powrotem i znowu zacznie?

— Sheilą? — spytał z głupia frant. — Jaka Sheilą?

Marion zniecierpliwiona potrząsnęła głową znad sterów.

— Sheilą Greene. Żona Eda, nie pamiętasz? Stewart, czy ty w ogóle słyszysz, co do ciebie mówię?

— Jasne, słonko. Mówiłaś o mm… o szpitalu i o Connie. I o Mike’u. Wszystko słyszałem. A co mówiłaś o Sheili?

Teraz całkiem się odwróciła i spojrzała na niego. Wielkie, zielone oczy, na których widok kiedyś przepychał się wśród tańczących par w stronę zupełnie nieznanej dziewczyny, przyglądały się bacznie. Potem pstryknęła przełącznik automatycznego pilota, żeby utrzymywał ich na kursie.

— Coś się stało, Stewart. I tu nie chodzi o ciężki dzień w biurze. To coś poważnego. O co chodzi?

— Potem. — Odwrócił wzrok. — Później ci powiem.

— Nie. Powiesz mi teraz. Nie pozwolę, żebyś się dłużej męczył.



6 из 17